Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

Czy jeszcze coś pana zaskakuje?

Wywiad dla Angora, wrzesień 2014

Rozmawiał Krzyszto Pyzia

Niedawno skończył 75 lat. Jest jednym z niewielu (a może jedynym?) w Polsce profesorem nauk matematycznych z tytułem mistrza cukiernictwa.  Poza tym jego rodzinna firma w tym roku świętowała swoje 145. urodziny, a on sam w rozmowie z „Angorą” przyznaje, że przed nim jest jeszcze wiele pracy. Wcześniej jednak, z okazji 75. urodzin sprawi sobie prezent – wsiądzie na rower i przejedzie się dwadzieścia kilometrów.

Czy mając 75 lat często jeszcze coś Pana zaskakuje?

Oczywiście, że tak! Ciągle się uczę, do tego mnóstwo czytam. Ostatnio dostałem książkę „Siła nawyku”, z której dowiedziałem się sporo na temat tego zjawiska. Jak z niego korzystać, jak je zamieniać itd. I to było dla mnie rzeczywiście duże zaskoczenie. Teraz pochłania mnie inny tytuł – „Ciszej proszę”.  Przeczytałem w nim, że w Stanach Zjednoczonych korporację chcą zatrudniać głównie ekstrawertyków, czyli ludzi, którzy mają szczególną łatwość nawiązywania kontaktów z innymi, choć niekiedy cierpi na tym ich zdolność do innowacji i refleksji.

Poza książkami co Pana na co dzień zaskakuje?

Zaskakują mnie niektóre pomysły naszych polityków. Jednak nie spodziewałem się, że premier Donald Tusk przeniesie się do Brukseli. Patrząc na aktualne wydarzenia muszę przyznać, że zaskoczył mnie także Władimir Putin. Sądziłem, że ta Rosja mimo wszystko przystosowuje do standardów europejskich, choć przebiega to bardzo wolno. W tej chwili widać, że jednak tak się nie dzieje.

Często znudzony mówi Pan do siebie: — Znowu to samo! albo: — Eee tam, to już widziałem!?

Zazwyczaj mówię tak, gdy widzę reklamy telewizyjne. Większość z nich  nie nadaje się do oglądania. W kółko jest powtarzany ten sam schemat, który polega na opowiadaniu, jacy jesteśmy znakomici. Zadziwia mnie, że duże firmy są gotowe wydawać dziesiątki milionów złotych na przekaz, w który nikt już nie wierzy. To tzw. „marketing przymiotnikowy”, o którym wiadomo, że jest nieskuteczny.

Kto jest dla Pana autorytetem?

W różnych dziedzinach różne osoby. Gdybym miał wymienić największą  postać, pewnie byłby to panujący nam XIV Dalajlama Tybetu. Przeczytałem wszystkie jego książki, które są niezwykle mądre, a przy tym uzasadniają tezę wypowiedzianą przez Immanuela Kanta (a wcześniej przez historycznego Buddę), że etyka jest wiedzą praktyczną.

A na co dzień kogo się Pan radzi?

Podobnie jak z autorytetami, w dużej mierzy zależy to od tematu. W tej chwili współpracuję bardzo intensywnie w obszarze zarządzania jakością z małżeństwem psychologów biznesu — Dorotą i Jackiem Jakubowskimi — mającymi czterdziestoletnie doświadczenie. Nie ukrywam, że mnóstwo się od nich uczę.

Często zdarza się Panu przebywać w domowej kuchni?

To nie jest dobre pytanie, ponieważ praktycznie nigdy mi się to nie zdarzało. Tak naprawdę gotowałem sobie tylko wtedy, gdy na dłuższy czas wyjeżdżałem z domu, szczególnie w latach 80., kiedy bardzo dużo uczyłem za granicą — w Danii i w Szwecji. Były to zwykle bardzo proste rzeczy, choć raz zdarzył się wyjątek. Chciałem przyjąć mojego przyjaciela — duńskiego profesora razem z żoną, będącego ogromnym smakoszem, który zapraszał mnie do najbardziej wyszukanych restauracji. Byłem z nim chociażby w japońskiej restauracji, gdzie czekało na nas siedemnaście dań — typu marynowany kwiatek, maleńki grzybek itp. W związku z tym postanowiłem zrobić coś bardziej ambitnego. Idąc za poradą i przepisem mojej znajomej, zrobiłem solę pieczoną z gałązką kopru. Zdecydowanie to było moje najbardziej wystawne danie.

A kiedy ostatnio smakował Pan pączków ze swojej cukierni?

Dwa dni temu. Robię to, bo lubię pączki, a przy okazji mam wtedy szansę sprawdzić, czy jest z nimi wszystko w porządku. Zresztą mój ojciec opowiadał mi kiedyś o swojej rozmowie z Janem Wedlem, synem Emila Wedla. Wedel był starszy od mojego ojca, więc mój tata starał się nauczyć od niego, jak najwięcej. Zapytał kiedyś: - Niech pan mi powie panie doktorze, co by mi pan radził, młodemu przedsiębiorcy? Wedel bez dłuższego zastanowienia odpowiedział: — Niech pan nigdy nie robi takich produktów, które panu nie smakują! — A co jeżeli klientom nie będzie to smakowało? — dopytywał ojciec. — Zawsze znajdzie się grupa lubiących to, co pan. Ale niech pan pamięta, że nie da się robić dobrze czegoś, czego sami nie lubimy!

Zmieńmy temat na bardziej wirtualny. Można mieć 75 lat i konto na Facebooku?

Ależ oczywiście! Mam i konto i stronkę, a do tego pisuję też w internetowej gazecie natemat.pl. Za to nie zdarza mi się pisać na Facebooku, że, na przykład, byłem u kogoś na urodzinach. Poza tym każdego dnia dostaję około stu e-maili, z czego połowa, to spam.

Z Wikipedii Pan korzysta?

Tak! Co więcej, muszę się przyznać, że kiedyś przez przypadek trafiłem na swój życiorys. Znalazłem tam kilka błędów, poprawiłem je i podpisałem się, że to ja poprawiam.  Jakiś czas później dostałem informację, że na trzy miesiące zostaję pozbawiony prawa komentowania z powodu prowadzenia błędnych informacji. Odpisałem, że ja to ja, ale kolejnej reakcji nie było. Być może informację o karze przesłał do mnie automat, który był głuchy na moje tłumaczenia.

Porozmawiajmy o Polsce. Pana zdaniem kryzys już się spakował i wyjeżdża z Polski?

Mądre głowy tak mówią. Niestety nie ma oznak poprawiania pozycji Polski na skali wolności gospodarczej.

Gdyby zadzwoniła do Pana przyszła premier Kopacz i poprosiła o rady, namawiałby Pan na to, by skupić się właśnie na wolności gospodarczej?

Tak, chociaż bardzo bym chciał, by wcześniej pani premier dobrze wiedziała, co kryje się pod tym pojęciem. Można o tym przeczytać np. w corocznych raportach Instytutu Frasera z Vancouver. Chodzi na przykład o szybkość działania sądów gospodarczych, czy też dostępność do tzw. „dobrego pieniądza”.

Co jeszcze?
Powinniśmy zmienić podejście do dymisji ministrów. Nie rozumiem dlaczego do tej pory — chyba w każdym rządzie — jak coś się źle działo, to musiała polecieć głowa. Zamiast poszukiwać przyczyny, aby ją usunąć, poszukuje się winnego, żeby go ukarać. Zapominamy, że ukaranie winnego zazwyczaj niewiele zmienia, bo ludzie dyscyplinowani karami nie zachowują się uczciwiej, tylko strachliwiej.

Jaki prezent sprawi sobie Pan z okazji 75. urodzin?

Nie mam pojęcia. Może pójdę na rower? Dwa razy w tygodniu przejeżdżam po dwadzieścia, czasem trzydzieści kilometrów. Sprawia mi to ogromną frajdę.

Czego w takim razie powinniśmy Panu życzyć z tej okazji?

Najlepiej, by było, gdybym miał więcej tego, czego zawsze mi brakuje. Czyli czasu! Nadal praca naukowa jest moją największą pasją, a na nią nie mam nigdy dość czasu.

I oczywiście — cytując klasykę polskiej piosenki — nadal słodkiego, miłego życia!
Jak będzie czas na pracę naukową, to wtedy życie będzie i słodkie, i miłe.

Wybrane wywiady