Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

O pensji minimalnej

Gazeta Wyborcza, wydanie weekendowe 4 i 5 lutego 2012

Rozmowa z prof. Andrzejem Blikle

Marta Piątkowska: Co Pan - jako przeciwnik podnoszenia pensji minimalnej - czuje po przeczytaniu historii naszych bohaterów? (Chodzi o opublikowane w tym samym numerze GW wywiady z osobami zatrudnionymi na pensji minimalnej, przyp. AB).

Andrzej Blikle: Po pierwsze smutek, że nawet dwie pensje w rodzinie nie gwarantują normalnego życia. Niedawno rozmawiałem z młodym małżeństwem, które otworzyło mały biznes. Na początku, po opłaceniu kosztów i podatków zostawało im 200 zł. Przeżyli jedząc głównie makaron. Chcę przez to powiedzieć, że prowadzenie firmy nie zawsze oznacza duże dochody, więc wymuszanie na pracodawcy dodatkowych obciążeń może mieć poważne konsekwencje, również dla pracowników. Podniesienie wynagrodzenia minimalnego jednemu pracownikowi o 135 zł to po doliczeniu płaconej przez firmę składki ZUS około 160 zł miesięcznie, czyli 1920 zł rocznie. Dla młodego małżeństwa z mojego przykładu to oznacza pozbycie się jedynego pracownika, a w konsekwencji też być może i zamknięcie firmy. W Polsce co roku upada około 250 tys. mikroprzedsiębiorstw. Dla walczącej z problemem płynności stuosobowej firmy (o czym niżej), która zatrudnia powiedzmy 40 pracowników na pensji minimalnej, wzrost kosztów wyniósłby 76.800 zł, co przy braku zysku powiększa stratę co najmniej o tę kwotę. A to najczęściej oznacza odmowę udzielenia kredytu obrotowego przez bank, co może prostą drogą prowadzić do bankructwa.

Wysokość pensji minimalnej można więc oceniać z dwóch perspektyw: czy starcza ona na godne życie i co zmieni jej podniesienie.

MP: Pracodawcy mieli w ostatnich latach rekordowe zyski, na kontach trzymają ponad 200 mld zł. Gdzie ta bieda?

AB: Po pierwsze, to co firmy mają na kontach bankowych, to nie zyski, ale kapitał. Jeżeli te 200 mld zł podzielimy przez 2,2 mln firm (tyle firm w roku 2010 zapłaciło podatek), to wypadnie średnio po 90 tys. zł na firmę. To są pieniądze na rozwój, wkład własny niezbędny dla otrzymania kredytu oraz kapitał obrotowy, bez którego żadna firma nie przeżyje. A to jedynie średnia, co oznacza, że małe firmy akumulują znacznie mniej.

Po drugie, kapitał  można przeznaczyć na jednorazowe inwestycje, ale nie na pensje. Na to trzeba mieć stały przychód.

Po trzecie, bardzo wiele przedsiębiorstw balansuje na granicy zyskowności i płynności, a banki nie są skore do udzielania im kredytów. Znam rzetelną rodzinną firmę, która może upaść, bo bank odmawia jej pożyczki potrzebnej do sfinansowania nowych zamówień. Oni się cieszą, gdy wyjdą na zero.

MP: Może wysokość pensji minimalnej powinna być uzależniona od dochodu firmy? Im lepiej ma się przedsiębiorstwo tym więcej zarabiają jego pracownicy?

AB: Problem w tym, że w Polsce około dwóch trzecich firm nie osiąga zysków. Jedni go rzeczywiście nie mają, inni „wrzucają w koszty firmy” wszystko co się da, aby go nie mieć, jeszcze inni przerzucają zyski do swoich filii w krajach o niższych podatkach. Jeżeli już mielibyśmy różnicować wysokość wynagrodzenia minimalnego, to już raczej w zależności od regionu kraju, a nie firmy. Inne są koszty życia na mazurskiej wsi, a inne w Warszawie.

MP: Nasi bohaterowie pochodzą z całej Polski i wszystkim żyje się ciężko. Poza tym, firmy powstawałyby głównie tam, gdzie praca kosztuje najmniej.

AB: I to by właśnie wyrównywało nierówności regionalne. A za jakiś czas dzięki rosnącemu popytowi na pracę ludzie w dziś biednych regionach również zarabialiby więcej.

MP: Albo, żeby nie zarabiali więcej, zostaliby przeniesieni na pół etatu lub na umowę cywilno-prawną, której podwyżka nie dotyczy.

AB: To kolejny argument za tym, żeby pensji minimalnej nie podnosić, bo można zepchnąć ludzi do szarej strefy lub pogorszyć im warunki zatrudnienia.

prof. Andrzej Blikle, informatyk, profesor doktor habilitowany, prezes stowarzyszenia Inicjatyw Firm Rodzinnych, które sprzeciwiło się podwyżce pensji minimalnej. W latach 1990-2010 zarządzał rodzinną firmą A.Blike sp. z o.o.

Wybrane wywiady