Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

Spotkanie z profesorem

Spotkanie z profesorem A. Blikle
Dla Biznes Onet rozmawiała: Małgorzata Skórska (2011)
 
Z profesorem Andrzejem Blikle- matematykiem i informatykiem, który zarządzał renomowaną firmą cukierniczą, udało nam się porozmawiać po konferencji pt. „Czy pierwszy milion trzeba ukraść”. Spotkanie odbyło się w gmachu Uniwersytetu Jagiellońskiego.  Nasz rozmówca opowie jak prowadzi się firmę rodzinną o ponad 140letniej tradycji, a także o tym, jak pogodzić świat nauki z biznesem.  Warto przypomnieć, że profesor Blikle jest prezesem zarządu stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych.

Jest Pan naukowcem i przedsiębiorcą. Jaka jest recepta na zarządzanie tak dużą firmą rodzinną?
 
Prostując, firma nie jest duża. W nomenklaturze unijnej jesteśmy w sektorze firm średnich. Jaka jest recepta na sukcesy? To jest bardzo trudne pytanie. Przygotowywanie młodych przedsiębiorców rodzinnych do tego, żeby w przyszłości mogli przejąć firmy od swoich rodziców, to długi i skomplikowany proces. Między innymi poświęcony jest temu duży projekt realizowany przez stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych, którego jestem prezesem.
 
Jak zaczęła się Pana przygoda z biznesem?
 
Zaczęła się od tego, że urodziłem się, można powiedzieć, w firmie Blikle, bo na biurku ojca, który wówczas był na froncie wschodnim w czasie oblężenia Warszawy we wrześniu 1939. Przez całe dzieciństwo uczestniczyłem w życiu firmy i byłem przygotowany do jej prowadzenia w przyszłości, choć siłą rzeczy firmy w ustroju komunistycznym firmy funkcjonowały inaczej, niż w gospodarce wolnorynkowej.
 
W 1990 roku, po zmianie ustrojowej, zdecydowałem zająć się firmą, ponieważ doszedłem do wniosku, że trzeba ją rozwinąć. W takiej wielkości — jedna cukiernia z niewielką pracownią — w jakiej wówczas była nasza firma, nie byłaby w stanie przetrwać. Postanowiłem więc firmę rozwinąć rozszerzając sieć lokali.
 
Naukowiec, czy biznesman? Jak Pan pogodził te dwa światy?
 
Na początku myślałem, że będę się zajmował cztery dni w tygodniu firmą, a w kolejne trzy dni nauką. To się jednak nie udało i ostatecznie przez siedem dni w tygodniu trzeba było poświęcać czas firmie. W wyniku tego przestałem się zajmować informatyką, natomiast bardzo szybko zainteresowałem się naukami o zarządzaniu. Ponieważ sam musiałem dokształcać się w tym zakresie, postanowiłem również uczyć moich współpracowników. Wyszedłem z założenia, że skoro jestem nauczycielem akademickim, to powinienem wykorzystać tę umiejętność w zarządzaniu firmą.

Odpowiadając na pytanie „naukowiec, czy biznesman”, muszę powiedzieć, że w obu rolach czuję się  bardzo dobrze. Obecnie  znów będę zajmował się nauką, gdyż przekazałem zarząd firmy w ręce mojego syna i synowej. Będzie to w dużej mierze nauka o zarządzaniu, którą w tej chwili wykładam na uczelniach, a także dla firm.
 
W wielu rankingach znalazł się Pan na wysokiej pozycji najbogatszych Polaków. Jaka jest recepta na zdobycie pierwszego miliona?
 
Nie w wielu, ale w jednym i to ponad piętnaście lat temu. W dodatku ten ranking nie był prawdziwy. Nie należę do pierwszej setki, a nawet do pierwszego tysiąca najbogatszych Polaków. Kiedy postanowiłem zająć się firmą osobiście, nie miałem żadnych pieniędzy, ale firma miała renomę, która pozwoliła mi uzyskać kredyty, rozwinąć działalność, spłacić te kredyty, zaciągnąć nowe i przekazać firmę synowi już w znacznie większym kształcie. W chwili obecnej mamy w Warszawie 10 cukierni, 2 sklepy delikatesowe i 3 kawiarnia, a w innych miastach 8 cukiernio-kawiarni w sieci franczyzy.
 
Czy własny wkład finansowy w procesie zakładania firmy jest konieczny?
 
Zachęcam młodych ludzi do otwierania własnych firm, ale równocześnie muszę powiedzieć, że prowadzenie własnej firmy nie należy do łatwych zadań. Wymaga to  ogromnego samozaparcia i bardzo często wielu wyrzeczeń. Co do potrzebnego kapitału to zależy on oczywiście od skali firmy i od branży.
 
Jakimi cechami powinni odznaczać się milionerzy?
 
Do milionów najczęściej dochodzą ludzie, którzy o milionach nie myśleli. Jeżeli ktoś zakłada firmę wychodząc z założenia, że od razu zarobi miliony, to pewnie mu się to nie uda. Młodym przedsiębiorcom raczej bym polecał, żeby myśleli o tworzeniu firmy, w której będą mogli realizować swoje pragnienia i ambicje, a nie, że zarobią miliony. Pieniądze są potrzebne po to, żeby firmę rozwijać. Jeżeli się tak na nie patrzy, to one nie stają się celem działania firmy, chociaż nie przestają być koniecznością. Jeżeli zysk jest jedynym lub głównym celem firmy, to taka firma zwykle nie żyje zbyt długo. 
 
Czyli nie można pozwolić sobie na myślenie tylko i wyłącznie w kategorii zarabiania pieniędzy, tylko ważne jest to, żeby z pasją podążać w kierunku rozwijania kolejnych projektów?
 
Trzeba robić to, co się lubi, bo wtedy robi się to dobrze i ma się szansę na sukces. A gdy człowiek kombinuje jak zarobić milion, to zwykle nic nie zarobi.
 
Jak milioner zabezpiecza swoją przyszłość finansową?
 
Nie jestem milionerem. Uważam, że swoją przyszłość finansową najlepiej zabezpieczymy prowadząc własną firmę, którą następnie przekażemy naszym dzieciom. To jest najlepsza gwarancja na emeryturę.
 
Czym dla Pana jest sukces?
 
Dla mnie sukces to sytuacja, w której człowiek co rano cieszy się, że idzie do pracy, gdzie w gronie życzliwych mu ludzi będzie robił to co najbardziej lubi. Gdybym miał jeszcze raz wybierać swoją drogę życiową, to pewnie wybrałbym tę samą, która była moim udziałem. W tym sensie mogę powiedzieć o sobie, że osiągnąłem sukces.
 
Dziękuję za rozmowę.

Wybrane wywiady

RSS