Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

Refleksje czytelników

Na tej stronie publikuję osobiste refleksje czytelników, ich doświadczenia z pracy, ale też i z życia osobistego, które wiążą się z tematyką Doktryny Jakości. Wypowiedzi publikuję w kolejności antychronologicznej, tj. od najnowszej do najstarszej.

Paulina Roszczak-Sliwa; 4 kwietnia 2016 r.

Natknęłam się na Pana książkę i chociaż jestem dopiero w połowie czytania nie mogłam sobie odmówić napisania do Pana. Uznałam, że zachęcenie do kontaktu ze wstępu jest właśnie do mnie. Jestem pod ogromnym wrażeniem książki i Pana podejścia do prowadzenia biznesu, a zwłaszcza tego, że powstało ono dużo wcześniej niż Deloitte czy GE doszły do wniosku, że oceny okresowe nie są aż takie fajne

Pracuję w firmie z branży IT, w której realizujemy całkiem sporo rekomendacji z „Doktryny jakości”. Nie mamy systemu ocen okresowych (jestem ich absolutnym przeciwnikiem i mam nadzieję że kiedyś znikną z polskich firm), premii uznaniowych, budżetowania, za to opieramy się na wartościach, zaufaniu do naszych ludzi i StrenghtsFinder`rze. I działa. Czasami opowiadając np. na konferencjach HRowych o tym jak działamy czujemy się jak kosmici, więc miło było podczas lektury Pana książki stwierdzić, że jednak nimi nie jesteśmy.

Piotr Tomczak; 5 lutego 2016 r.

W połowie ubiegłego roku, zakupiłem Pańską książkę do biblioteczki w mojej firmie i rozpocząłem jej czytanie. I tym samym czasie, Zarząd Stowarzyszenia Nauczycieli Matematyki, powierzył mi funkcję Koordynatora XXV Krajowej Konferencji.
 
Spotkanie odbędzie się za kilka dni. Prawie wszystko jest już przygotowane. Dużo wskazuje, że będzie to bardzo udana konferencja dla Stowarzyszenia. Udało nam się osiągnąć kilka istotnych celów, które jeszcze rok temu wydawały bardzo mało realne.Gdy dziś próbuję spojrzeć za siebie na te kilka miesięcy ciężkiej pracy, dochodzę do wniosku, że kluczem naszego sukcesu była praca z sensem.
 
Można powiedzieć, że byłem szefem pewnego zespołu. Jednak dla nikogo nie byłem tak na prawdę przełożonym. Nie mogłem nikomu wydać polecenia. Prawie wszystkie osoby z jakimi pracowałem, wykonywały swoje obowiązki jako dobrowolną pracę społeczną. Jedyne co mogłem zrobić, to poprosić o wykonanie pewnej pracy, zaproponować określony sposób rozwiązania problemu oraz przedstawić argumenty za swoją propozycją.Nawet Pani Prezes Stowarzyszenia, która teoretycznie sprawowała nadzór nad moją pracą, nigdy nie wydawał mi poleceń, a jedynie przedstawiała swoją opinię i sugerowała pewne decyzje.
 
W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że w niektórych, dość istotnych obszarach, nie mam dokładnej wiedzy co się dzieje. Osoby które były odpowiedzialne za te tematy, wykonały już tak dużo pracy, że ja nie byłem w stanie dokładnie się z tym zapoznać. Jednocześnie miałem poczucie, że sprawy idą w dobrym kierunku a ja mam pełne zaufanie do moich współpracowników. Poinformowałem ich o tym mówiąc, że nie mogę już z nimi rozmawiać o wszystkich, szczegółowych kwestiach. Jeżeli chcą, to chętnie skonsultuję z nimi pewne wybrane problemy, ale zdaję się na ich opinię odnośnie podjęcia konkretnych decyzji.

Zdaję sobie sprawę, że społeczny charakter pracy jaką wykonywaliśmy, sprzyjał poczuciu sensu tego co robimy. Wiem jednak również, że w żadnym wypadku nie jest to warunek wystarczający. Myślę, że miałem sporo szczęścia, gdyż w jednym czasie zbiegły się lektura Pańskiej książki z szansą na przełożenie teorii na praktykę.

Młodszy specjalista w dziale operacyjnym jednej z większych korpo z branży FMCG; 10 listopada 2015 r.

Ostatnio czytałam książkę „Ty tu dowodzisz” autorstwa Michael D. Abrashoff, gdzie wiele razy poruszany był wątek budowania poczucia jedności zespołu poprzez „wmieszanie” się szefa w tłum szeregowych pracowników. Gesty takie jak uścisk dłoni, uśmiechy, czy rozmowy w przyjaznym tonie mogą zadziałać cuda. Jeśli są stosowane odpowiednio.
 
Opis sytuacji: przy xero czekam ja (młodszy specjalista, bezimienny pracownik operacyjny) oraz KAM (Key Account Manager) — dla potrzeb historii daję mu imię Przemysław — pracujemy w jednym dziale, na openspace siedziby obok siebie. W pewnym momencie korytarzem przechodzi szef departamentu, patrzy na nas, uśmiecha się szeroko, podchodząc wyciąga rękę … którą podaje do KAMa mówiąc „Cześć, Przemuś, jak dzień?”, wymieniają kilka chichotów, po czym szef odchodzi. Po wszystkim Przemysław rozpromieniony czeka na swoją kolejkę do kserowania dokumentów, ja wbiłam spojrzenie w podłogę, żeby zniknąć już na dobre, skoro i tak byłam przeźroczysta dla szefa to co mi za różnica.
 
Z ciekawostek, tym razem międzypracowniczych jest jeszcze jedna historia: W zakres moich obowiązków wchodzi między innymi weryfikacja faktury transportowych. Ostatnio podczas sprawdzania tychże znalazłam błąd przewoźnika na korzyść naszej firmy. Miałam poczucie, że powinnam zwrócić uwagę, że wyliczenia są błędne i że kwota powinna zostać odjęta. Pewna pokusa pojawiła się ponieważ bardzo mocno utożsamiłam się z firmą i korzyścią finansową jaką będzie miała jeśli uznam, że "widocznie niezbyt dokładnie tym razem sprawdziłam ten wpis". Zapytałam się więc głośno na openspace co właściwie powinnam zrobić. Odpowiedź była dla mnie zaskakująca, padło bowiem pytanie "na ile się pomylili?" Podałam kwotę (bardzo niewielką, symboliczną) i uzyskałam odpowiedź "pff, daj spokój".
Zaczęłam się natomiast zastanawiać jaka musiałaby to być kwota pomyłki, żeby padła odpowiedź "pracujemy z nimi bardzo długo, uczciwie będzie zwrócić na to uwagę".
 

Wojciech Kolasa; 9 listopada 2015 r.

Jestem w trakcie lektury Doktryny Jakości i w październiku wraz z kolegą i koleżanką z pracy po raz pierwszy braliśmy udział w konwersatorium. Jestem pod dużym wrażeniem zarówno książki jak i samego wykładu i chciałbym się podzielić z Panem moimi spostrzeżeniami.

Odnośnie książki:

  • Po pierwsze przeszedłem z etapu „nie wiem że nie wiem” do etapu „wiem że nie wiem”  jeśli chodzi o motywowanie i zdziwiłem się że sprawując stanowisko kierownicze od 5ciu lat w dużej firmie nie spotkałem się z tak kompleksowym przedstawieniem tematu motywowania.
  • Zauważyłem, zarówno ja jak i jeden z moich kolegów z pracy, że zarządzanie przez partnerstwo jest bardzo spójne z podejście wychowania bez przemocy opisane np. w książce „Jak mówić żeby dzieci nas słuchały…” Adele Faber i Elaine Mazlish (pozycja którą moja żona psycholog podrzuciła mi do przeczytania).
  • Zauważyłem, że po przekierowaniu w stronę  partnerstwa , to znaczy starając się zakładać dobre a nie złe intencje współpracownika gdy coś poszło nie tak, rzeczywiście przyjemniej się pracuje.
    Przeanalizowałem system premiowania w moim dziale i niestety potwierdziły się stwierdzenia z książki, że nic dobrego z niego nie wynikło.