Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

Ryszard Petru, Koniec wolnego rynku? Geneza kryzysu, Narodowe Centrum Kultury 2014

Ocena użytkowników: 0 / 5

Star InactiveStar InactiveStar InactiveStar InactiveStar Inactive
 

Kogo interesuje geneza ostatniego kryzysu finansowego świata powinien tę książkę przeczytać. Oto co — w wielkim skrócie — udało mi się zrozumieć po jej lekturze w połączeniu z tym, co wiedziałem się już nieco wcześniej.

Na początku obecnego stulecia po pęknięciu tzw. bańki internetowej i atakach z 11 września 2001 roku świat stanął w obliczu recesji. W obawie przed nią amerykański bank centralny w latach 2001-2004 obniżał stopy procentowe, aż do poziomu 1 proc. To spowodowało zainteresowanie inwestorów nieruchomościami, kruszcami i surowcami. Dodatkowo rząd amerykański rozpoczął lansowanie idei „każdy Amerykanin właścicielem własnego domu”. Ta polityka miała nie tylko napędzać gospodarkę, ale też zwiększyć zdolność kredytobrania amerykańskich obywateli. W konsekwencji jednak zwiększało się ich zadłużenie, co zresztą nie było trudne, gdyż rząd rozpoczął wspieranie dwóch agencji — Freddie Mac i Fannie Mac — zajmujących się finansowaniem rynku mieszkaniowego. Ci, którzy kupowali domy, zaciągali kredyty na ich nabycie, a ci, którzy mieli je już spłacone — na konsumpcję. Nadmiar taniego pieniądza z czasem zaczął powodować poszukiwanie instrumentów finansowych zapewniających stopy zwrotu wyższe niż bankowe. I tak zaczęły powstawać instrumenty pochodne, których wartość brała się głównie stąd, że można je było sprzedać drożej, niż się kupiło.

Ta sytuacja do złudzenia przypomina bańkę spekulacyjną w Holandii związaną z handlem cebulkami tulipanów w XVII wieku. Przez kilka lat cebulki te osiągały ceny zupełnie oderwane od rynkowej wartości kwiatów. Na przykład w 1635 r. odnotowano sprzedaż 40 cebulek za 100 tys. guldenów co stanowiło równowartość 1000 ton masła. W 1637 roku doszło do pęknięcia bańki i w konsekwencji masowych bankructw. W najgorszej sytuacji byli ci, którzy na zakup cebulek pozaciągali kredyty.

Podobnie było w Stanach Zjednoczonych, a nieco później już praktycznie na całym świecie, bo globalizacja gospodarek powodowała rozlewanie się spekulacyjnej bańki daleko poza USA. Obywatele, firmy, banki a nawet rządy, zaczęły lokować pieniądze w wysoce rentowne instrumenty o wartości nie powiązanej z realnym rynkiem dóbr. Rosły sztucznie nadmuchiwane fortuny, a łączna wartość aktywów związanych z instrumentami pochodnymi dziesięciokrotnie przekraczała wartość światowego PKB. W tej sytuacji w obawie przed inflacją szef FED, Alan Greenspan, rozpoczął podnoszenie stóp procentowych, które ostatecznie osiągnęły poziom 5 proc. Dla ludzi, którzy zaciągnęli kredyty hipoteczne na 1 proc., oznaczało to najczęściej niewypłacalność. Banki przejmowały ich domy i natychmiast wystawiały je na sprzedaż, co powodowało spadek cen nieruchomości. W konsekwencji te same banki żądały od kredytobiorców dodatkowych zabezpieczeń. Kto ich nie miał — tracił dom, a to znów zwiększało podaż nieruchomości i kolejny spadek ich cen. Do tej spirali dołączyło się pęknięcie bańki instrument pochodnych, no i tak zaczął się kryzys. 15 września 2008 r. bankructwo ogłosił bank Lehman Brothers, który bardzo wiele środków zainwestował w instrumenty pochodne związane z rynkiem nieruchomości. Gdy ich wartość zaczęła spadać, rozpoczął ich gwałtowną wyprzedawać, co jednak tyko pogarszało jego sytuację.

Jak to więc stało się, że Polska wyszła z tego kryzysu w miarę obronną ręką. Zdaniem Petru złożyły się na to trzy czynniki:

  1. osłabił się kurs złotego, co wpłynęło pozytywnie na wynik eksportu i jednocześnie ograniczyło import,
  2. zadziałały wcześniej zaplanowane obniżki składek i podatków,
  3. nastąpił wzrost inwestycji publicznych (finansowanych w dużej mierze ze środków unijnych, przyp. mój).

Tak więc — zdaniem Ryszarda Petru — „sukces polskiej ‘zielonej wyspy’ nie wynikał z przygotowanego i zrealizowanego planu.”

To wszystko, co napisałem powyżej, to oczywiście obraz bardzo przeze mnie uproszczony. Kto więc chce dowiedzieć się więcej — a przede wszystkim więcej zrozumieć — niech sięgnie po książkę. Znajdzie w niej dwie warstwy wiedzy różniące się stopniem zaawansowania. Jedna, przeznaczona dla szerokiego grona czytelników i druga — złożoną inną czcionką — dla tych, których interesują mechanizmy, szczegóły i fakty. Ci ostatni znajdą wyjaśnienia zjawisk, a także sporo materiału liczbowego gęsto ilustrowanego wykresami.