Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

Dwa dni na Kijowskim Majdanie — Nie potrzeba nam niczego poza bezpieczeństwem, sprawiedliwością i zaufaniem

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

O tych trzech potrzebach posłyszałem 8 czerwca 2014 roku podczas pierwszej rozmowy z grupą aktywistów Majdanu:

  • potrzebujemy bezpieczeństwa dla naszych granic i naszej suwerenności,
  • potrzebujemy sprawiedliwości, o którą dbałyby niezawisłe sądy i nieprzekupna policja,
  • potrzebujemy zaufania, bo bez tego nie można zbudować skutecznej gospodarki.

Gdyby obywatele Ukrainy oraz ukraińska emigracja darzyli zaufaniem nasze banków — mówił mój rozmówca — to przenieśliby swoje wkłady pieniężne z banków zagranicznych do naszych. Szacuje się, że jest to około 300 mld dolarów amerykańskich. Ponieważ banki są w stanie wygenerować kredyty w wysokości około dwudziestokrotności depozytów, byłyby to wystarczające zasoby do postawienia na nogi naszej gospodarki. Poza tymi trzema potrzebami mamy wszystko co może posłużyć do zbudowania dostatniego kraju: ludzi, urodzajne ziemie, surowca naturalne, blisko położony największy rynek świata.

Na razie jednak Majdan wciąż żyje. Choć już nie walczy, nadal zamierza kontrolować polityków. Będziemy ich zapraszać na Majdan i zadawać trudne pytania. A kto nie przyjdzie, po tego pójdziemy sami i ten będzie politycznie skończony — kontynuuje mój rozmówca.

Na Majdan pojechałem za namową Zbyszka Bujaka, a pojechałem razem z Jarkiem Chołodeckim, byłym zastępcą szefa podziemnej Solidarności regionu śląskiego. Ja spędziłem tam dwa dni, Jarek — trzy. Chodziliśmy po Majdanie, zaglądali do wciąż zamieszkałych namiotów i „chutorów” zbudowanych z opon, kostek brukowych, blaszanych beczek i wszelkich innych pozostałości po wznoszonych barykadach.

A barykady wciąż stoją. Oglądaliśmy tę największą, będącą w czasach walk pod obstrzałem snajperów rozmieszczonych na dachu hotelu Ukraina. Składa się z dwóch zapór. Pierwsza, wysokości około 2 metrów, to pryzma kostek brukowych rozciągająca się na całą kilkudziesięciometrową szerokość ulicy. Chroniła bojowników Majdanu przed kulami, ale dla czołgów była łatwa do pokonania. Przed nią więc, w odległości około 20 metrów w stronę skąd nacierał Workut, barykada z opon. Jak się okazuje, czołg, który wjedzie na taką barykadę osiada na brzuchu i staje się całkowicie niemanewrowalny. Ani w przód, ani w tył. A na dodatek, te opony płoną, a bojownicy posługując się prymitywnymi wyrzutniami miotają na nie koktajle Mołotowa. Taka wyrzutnia, to rura kanalizacyjna z podłączonym do niej zbiornikiem ze sprężonym powietrzem. Wystarczy otworzyć zawór, a butelka z benzyną, w którą zatknięto płonącą szmatę, leci w kierunku czołgu.

Wbrew temu co nam się często wydaje, Majdan to nie jedynie Plac Wolności, to również odchodzące od niego ulice pocięte barykadami i zastawione namiotami nieraz na całej długości. Jest tak na przykład na głównej ulicy Kijowa — Chreszczatiku. Tam na długości ponad kilometra ciągnie się rząd namiotów i powstańczych siedlisk. A tuż obok kamiennej barykady nietknięty butik Zary.

Sąsiedztwo barykad z nienaruszonymi butikami i bankami, a także ze szkołą muzyczną w pięknych historycznym budynku, jest dla Majdanu cechą charakterystyczną odróżniającą go od wszystkich innych rewolucji w historii świata. Te przybytki normalności, a nierzadko też i luksusu, nie tylko nie były rabowane i niszczone, ale nawet nie wykorzystywano ich jako miejsc schronienia dla bojowników. Luksusowa galeria handlowa pod Majdanem spokojnie funkcjonowała podczas walk, choć wejście do niej położone było w odległości kilku metrów od płonących barykad. Być może był jakiś układ z finansującymi Majdan przedsiębiorcami, a może też zwykłe poczucie odpowiedzialności bojowników Majdanu.

Zresztą porządek i dyscyplina na Majdanie nie były jedynie spontaniczne. W okresie walk doskonale zorganizowane paramilitarne służby porządkowe liczyły około 16 tysięcy młodych mężczyzn i kobiet. Pogrupowane w tradycyjne sotnie prowadziły całodobowe dyżury na Majdanie po 600 osób na każdej z trzech zmian. Gdy tituszki (kryminaliści wykorzystywani przez Workut jako prowokatorzy) wybili szybę w sklepie, natychmiast ustawiono tam straż Majdanu, by zapobiec grabieży. Dziś nie jest ich już tak wielu, ale nawet w niedzielę, kiedy odwiedzam Majdan, jest ich pewnie nadal około setki.

Rozmawialiśmy z dwoma młodymi chłopcami ubranymi w panterki i dumnie noszącymi na ramionach znak Trzeciej Sotni. Pytaliśmy ich o plany życiowe. Jeden z nich, mieszkaniec Krymu, nie ma do czego wracać. Drugi też nie ma szczególnego pomysłu na życie po Majdanie. Próbował się zaciągnąć do oddziałów wojskowych wysyłanych do walk na wschodzie, ale go nie przyjęli, bo nie ma za sobą szkolenia wojskowego, a tam na szkolenie rekrutów nie było czasu. Więc trwa na Majdanie i zasila szeregi tych, którzy chcą „patrzeć politykom na ręce”.

Jakiś czas temu przeprowadzono na Majdanie badanie dotyczące doraźnych potrzeb jego „mieszkańców”. Okazuje się, że dla 40 proc. najważniejsza jest pomoc lekarska. Są to ludzie, którzy zostali poranieni, niekiedy bardzo poważnie, np. urwane obie ręce, lub też zatruci gazami, którymi posługiwał się Workut. Dalsze 20 proc. nie ma domu, do którego mogliby wrócić, a kolejna grupa nie ma pomysłu na dalsze życie.

Natalij Kliczko próbując zniechęcić ludzi do pozostawania na Majdanie doprowadził do likwidacji sceny-trybuny. Jednakże uprzedzeni o tym aktywiści zebrali w ciągu dwóch dni 230 tys. dolarów i w nocy postawili nową scenę z dużym plazmowym ekranem. Tej nam już nikt nie zbierze — mówią. Gdy pytam, jakim sposobem zebrali tyle pieniędzy w dwa dni, odpowiadają, że obdzwonili popierających Majdan przedsiębiorców, a ci zorganizowali błyskawiczną zrzutkę do kapelusza. Nie trzeba też było ich długo szukać. Wystarczyło siedmiu sponsorów. Jak widać ukraiński biznes jest nadal gotowy finansować rewolucję, choć już nie bezwarunkowo. Pieniądze na konkretne akcje dają się znaleźć, ale na życie codzienne już nie do końca. Wszędzie więc stoją przezroczyste pojemniki-skarbonki, do których ludzie wrzucają datki. Mimo to, gdy zaglądamy do polowej kuchni z pytaniem, czy można coś kupić do jedzenia, odpowiadają nam „nic nie mamy, my sami głodni”. Ale też, rzecz charakterystyczna, tych skarbonek nikt nie pilnuje. Nie do pomyślenia jest, aby ktoś przywłaszczył sobie pieniądze rewolucji.

Majdan nadal przepełnia wielki etos, ale też i żal do dzisiejszych polityków. Prezydent Poroszenko, który obiecał przyjść na Majdan po zaprzysiężeniu, zrezygnował z tej wizyty. Również nie wszyscy kombatanci Majdanu, których należało uhonorować, zostali na zaprzysiężenie zaproszeni. Młody bojownik z Kołomyi opowiada, że był na Majdanie od początku. Razem z lekarzem z grupy sanitarnej znosił z barykady człowieka, któremu oberwało obie ręce. Ten lekarz, który ofiarnie działał przez wiele miesięcy, został pominięty. A inny, mniej zasłużony — zaproszony. To niesprawiedliwe, mówi nasz rozmówca. Ludzie czują się rozgoryczeni.

Wieczorem odwiedzamy Ksenię, która zaprasza nas na kolację. To bardzo dzielna kobieta. W swoim dość dużym domu o dobre pół godziny samochodem od Majdanu urządziła szpital. Dziś znów jest to dom mieszkalny. Siedzimy w ogrodzie przy naprędce sporządzonym posiłku, ukraińskim winie i koniaku i rozmawiamy o przyszłości Ukrainy. Później schodzi na "Ogniem i Mieczem" i Daniela Olbrychskiego. Mówię, że go znam i jesteśmy zaprzyjaźnieni. Moja akcje rosną o sto procent, a gdy okazuje się, że znam też Beatę Tyszkiewicz, to już mi prawie nie wierzą. Wysyłam więc do Beaty SMS i dostaję odpowiedź na potwierdzenie wiarygodności moich słów. Na tym kończy się pierwszy dzień na Majdanie.

Drugi jest poświęcony głównemu celowi mojego pobytu w Kijowie, a mianowicie projektowi szkoły biznesu w ramach mającego powstać Otwartego Uniwersytetu. Nie mają to być jednak typowe studia MBA dla pracowników korporacji, ale szkolenia dla przyszłych właścicieli małych firm. Wszędzie na świecie firm mikro, małych i średnich jest ponad 99  proc. wszystkich przedsiębiorstw. W Ukrainie jest ich wciąż za mało, a bez  nich nie powstanie sprawna gospodarka i dostatnie państwo. Moja propozycja obejmuje włączenie do programu wiedzy o zarządzaniu kompleksową jakością (TQM). W hotelu, w którym mieszkamy prowadzę wykład na ten temat, na który przychodzi około setki osób. Jest nawet kilka z Charkowa. Jednak gdy po dwóch godzinach kończę wykład, na sali jest co najwyżej połowa słuchaczy. Reszta wyszła, bo przyszli sądząc, że dowiedzą się jak od jutra założyć własną firmę.

Po wykładzie idziemy na szybki obiad do pobliskiej tatarskiej restauracji. Siedzący naprzeciwko mnie student fizyki z Charkowa pije mleczny napój. Jest stuprocentowym abstynentem. To dziś dość powszechne wśród młodzieży — mówi.

A oto 10 zasad nowej Ukrainy, które przywiózł z Kijowa prof. Marek Kosewski również włączony w projekt budowy Otwartego Uniwersytetu:

My budujemy nową rozkwitającą Ukrainę

  1. Nie dawaj i nie bierz łapówek.
  2. Nie kradnij.
  3. Szanuj innych.
  4. Pomagaj.
  5. Utrzymuj czystość — wokół siebie, przy swoim budynku, w parku, nie śmieć na ulicy.
  6. Samo-organizuj się.
  7. Bierz odpowiedzialność.
  8. Nie lękaj się.
  9. Nie czekaj, ale jak widzisz, że coś nie jest w porządku, działaj.
  10. Poszerzaj swoje horyzonty.

Wernisaż Tomka Tomaszewskiego

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Na wernisaże chodzi się w zasadzie z dwóch powodów: żeby dać się zobaczyć i żeby zobaczyć, kto był. Dałem się więc zobaczyć na wernisażu zatytułowanym „Zapewnia się atmosferę życzliwości. Podlaskie”. A kto był? W Warszawie powiedziano by „wszyscy”, a w Krakowie — „cała warszawka”.

Na wernisaże Tomka chodzi się jednak głównie, żeby zobaczyć, co sfotografował. To był mój trzeci już taki wernisaż. Pierwszy — „Rzut beretem”, wstrząsający reportaż z byłych PGR’ów, drugi — „Cześć pracy”, fenomenalny obraz Śląska i górników, a ten ostatni to przepiękny, a przy tym wielce niebanalny obraz Podlasia.

W słowie powitalnym Tomek zacytował jednego z wielkich fotografów XX wieku, który na pytanie „dlaczego fotografuje”, odpowiedział „bo chcę zobaczyć, jak wygląda sfotografowany świat”. Właśnie. A mnie fascynuje świat fotografowany przez Tomka. Fascynuje nie tylko jego fenomenalna technika, wyczucie koloru i światła, ale przede wszystkim to, czego się pewnie nie da nauczyć, co trzeba mieć w genach — umiejętność zobaczenia wydarzeń i obrazów, których bez Tomka nigdy byśmy nie zobaczyli.

W tym miejscu przypomina mi się anegdota o Heisenbergu, wybitnym fizyku pierwszej połowy XX wieku, twórcy słynnej zasady nieoznaczoności. W czasie pewnego pokonferencyjnego recitalu zebrani na nim fizycy słuchali Sonaty Księżycowej Beethovena. Gdy Heisenberg wyrażał podziw dla geniuszu kompozytora jeden z uczestników konferencji stwierdził, że zasada nieoznaczoności jest równie wielka jak wysłuchana sonata. Szanowny kolego — miał odpowiedzieć Heisenberg — jest jednak zasadnicza różnica pomiędzy moim odkryciem, a twórczością Beethovena. Otóż gdybym ja mojej zasady nie odkrył, dokonał by go ktoś inny, ale gdyby Beethoven nie skomponował sonaty, to ona by nigdy nie powstała.

Z Tomkiem Tomaszewski jest właśnie tak, jak z Beethovenem. Jestem przekonany, że nawet gdybym stał obok Tomka w czasie jego pracy, nigdy nie ujrzałbym tego, co on odkrył w swoim obiektywie.

Wystawę Tomasza Tomaszewskiego można zobaczyć w Alejach Ujazdowskich, gdzie fotogramy bardzo pięknie wyeksponowano na ogrodzeniu Łazienek Królewskich. Będzie czynna do 28 maja. Bardzo gorąco polecam.

PS. Wybrane zdjęcia zamieszczam za zgodą autora.

II Otwarta Konferencja Lean Manufacturing

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

W dniach 11 i 12 kwietnia 2012 roku odbyła się w Poznaniu druga konferencja poświęcona w całości lean munufacturing (odchudzona produkcja), którą ja określiłbym jako jedną ze sformalizowanych gałęzi TQM stosowaną głównie w produkcji przemysłowej. Spotkanie zorganizowano całkowicie siłami społecznymi i przy wsparciu dość licznych sponsorów, co pozwoliło na nie pobieranie żadnej opłaty konferencyjnej. Również wszyscy wykładowcy występowali społecznie.

W moim przekonaniu konferencja była merytorycznym i organizacyjnym sukcesem. Zgromadziła około 700 uczestników (w zeszłym roku około 350) i kilkudziesięciu wykładowców rekrutujących się z dwóch grup zawodowych: menadżerowie wdrażający lean manufacturing i trenerzy specjalizujący się w tym zagadnieniu lub w zagadnieniach pokrewnych, np. six sigma lub TQM. Ja wygłosiłem "Dylemat lidera — przemoc czy partnerstwo?" w wersji skróconej.

Z Poznania wyjechałem też pod wrażeniem postępu jaki dokonał się w polskiej gospodarce w zakresie rozpowszechniania metod zarządzania kompleksową jakością. Wiele z obecnych na konferencji firm ma już ugruntowaną kulturę lean i zespół pracowników sprawnie posługujący się tą metodą. Jest też już na rynku szkoleniowym wielu instruktorów i trenerów, którzy — przynajmniej jak na razie — mogą dość swobodnie przebierać w coraz liczniejszych ofertach pracy.

Informacje o konferencji i materiały do pobrania na www.konferencjalean.pl.

I Kongres Firm Rodzinnych w Bielsku-Białej

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

W dniach 19 i 20 kwietnia 2012 odbył się w I Kongres Firm Rodzinnych w Bielsku-Białej zorganizowany przez Regionalną Izbę Handlu i Przemysłu w Bielsku-Białej, w którym udział wzięło około 100 uczestników z kilkudziesięciu firm rodzinnych. Mówiliśmy o roli i pozycji firm rodzinnych w Polsce i na świecie (na ten temat wygłosiłem wykład), o problemie sukcesji i jak do niej doprowadzić, o zarządzaniu firmą rodzinną, a także o stanie gospodarki w kraju i na świecie.

W programie Kongresu odbyła się dyskusja panelowa poświęcona problemowi sukcesji. Grzegorz Turniak, który prowadził Panel, poprosił uczestników Kongresu o sformułowanie nurtujących ich pytań w sprawie sukcesji. Oto lista pytań, jakie zostały zadane:

  1. Czy będą projekty szkoleniowo-doradcze wspomagające przygotowania się do procesu sukcesji w firmie rodzinnej?
  2. Kiedy rozpocząć „w domu” rozmawiać z dziećmi o sukcesji i jak?
  3. Kiedy przekazać firmę? Moment ważny, decyzja
  4. Po czym poznać, że nadszedł odpowiedni moment, że firma jest gotowa? Czy można to zmierzyć? Ustalić wskaźniki?
  5. Jak wybrać następcę, gdy w firmie pracuje troje dzieci?
  6. Kiedy należy odejść z firmy by firma nadal była w dobrej kondycji?
  7. Jak wychować sobie właściwego sukcesora – jak go wybrać?
  8. Jakie cechy powinien posiadać odpowiedni sukcesor?
  9. Jak przekazać następcy majątek firmy, żeby podatek nie zabił przedsiębiorstwa?
  10. Jakie są pułapki podatkowe sukcesji?
  11. Czy państwo Polskie poprzez uregulowania prawne sprzyja sukcesji firm rodzinnych?
  12. Schemat przeprowadzenia sukcesji w firmie rodzinnej z osobowością prawną?
  13. Ograniczenia sukcesji
  14. Jaki jest średni czas procesu sukcesji?
  15. Jak pogodzić sukcesorów jeśli jest ich np. dwóch, mają te same przedyspozycje i chęć przejęcia oraz poprowadzenia firmy?
  16. Czy następca powinien pracować w firmie którą będzie dziedziczyć? Jeśli tak to jak długo żeby nabrać doświadczenia?
  17. Czy sukcesor powinien zaczynać od najniższego stanowiska, żeby poznać każde stanowisko pracy? Czy też ma zacząć od średniego stanowiska?
  18. Czy największym problemem w ramach sukcesji nie jest problem z kompetencjami „młodego pokolenia”, które często jednak nie ma kompetencji, za to wysokie oczekiwana i mniemanie osobie?
  19. Jak długo dzieci powinny pracować w firmie, by zdobyć wiedzę do przejęcia firmy?
  20. Co w przypadku gdy sukcesor jest osobą niepełnoletnią,a ma przejąć firmę w związku ze śmiercią rodziców?

Paneliści, do grona których miałem również przyjemność się zaliczać, starali się odpowiedzieć na te pytania. Niestety odpowiedzi nie zanotowano.

Cały Kongres był świetnie zorganizowany.


Przedsiębiorstwo społeczne - spotkanie z Muhammadem Yunusem

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Relacja ze zorganizowanego przez miesięcznik ThinkTank spotkania z laureatem Nagrody Nobla prof. Muhammadem Yunusem. Spotkanie miało miejsce w dniu 1 lutego 2012 roku w klubie Polskiej Rady Biznesu.


Prof. Muhammad Yunus, bangladeski ekonomista i wykładowca uniwersytecki, doszedł w latach 1970. do przekonania, że tradycyjnie rozwijana gospodarka nie zmieni losu biedaków w jego kraju. Zauważył też, że jednym z najboleśniejszych problemów ludzi biednych było ich niewolnicze uzależnienie od lichwiarzy. Jak biedni byli ci biedacy niech świadczy fakt, że suma długów grupy 42 osób z wioski Jobra wyniosła równowartość 27$. Uzależnienie od lichwiarzy polegało na tym, że dłużnicy zaciągający pożyczki na zakup surowca, np. pędów bambusa, z których wytwarzali proste przedmioty, zmuszani byli sprzedawać całą swoją produkcję lichwiarzowi za wyznaczoną przez niego cenę.

Yunus zwrócił długi lichwiarzowi z własnych pieniędzy i postanowił zorganizować bank, którego misją byłoby udzielanie mikropożyczek, a którego udziałowcami stawaliby się z czasem sami pożyczkobiorcy. I tak narodziła się idea pierwszego społecznego przedsiębiorstwa — przedsiębiorstwa, którego misją i zadaniem jest rozwiązanie jakiegoś społecznego problemu. Dziś stworzony w ten sposób Grameen Bank, co w języku bengali znaczy „bank wiejski”, ma 8 milionów klientów i miesięcznie udziela pożyczek na kwotę 100 milionów dolarów przy wskaźniku spłaty zadłużenia na poziomie 98%. Zadbano też, aby pożyczki docierały przede wszystkim do kobiet, bo to one w największej mierze „zarządzają” gospodarstwami domowymi. Dziś 95% klientów banku to kobiety.

Yunus kreśli bardzo wyraźną granicę pomiędzy organizacją charytatywną (non-profit) a przedsiębiorstwem społecznym. Ta pierwsza najczęściej pozyskuje środki finansowe z zewnątrz, np. od donatorów, by w całości pożytkować je na jakieś cele społeczne, np. na wydawanie darmowych posiłków. Działające w podobnym obszarze społeczne przedsiębiorstwo przyjmuje jako swoją misję produkcję powszechnie dostępnej, taniej, bezpiecznej i ekologicznej żywność. Nie tylko więc produkuje żywność, ale też tworzy miejsca pracy.

Z gospodarczego punktu widzenia firma społeczna jest normalną firmą, tyle że jej głównym zadaniem nie jest generowanie dywidendy dla udziałowców, ale rozwiązywanie jakiegoś problemu społecznego. Firma społeczna przynosi zysk, ale w całości przeznacza go na własny rozwój, a rozwój służy realizacji misji. Zarząd firmy nie jest też rozliczany ani z wielkości sprzedaży, ani z wysokości zysku, ani też ze wzrostu wartości firmy, ale z realizacji celów misyjnych. Warto jednakże podkreślić, że dla realizacji tych celów, potrzebny jest i wzrost sprzedaży i wzrost zysku i wzrost wartości firmy. To co w innych firmach jest celem, tu staje się drogą do celu.

Z upływem lat idea społecznego przedsiębiorstwa została rozwinięta przez Muhammada Yunusa daleko poza bankowość. Dziś zarówno w Bangladeszu, jak i w wielu innych krajach świata, istnieją inspirowane jego ideą społeczne przedsiębiorstwa. Oto kilka przykładów, o których była mowa na spotkaniu (wszystkie w Bangladeszu).

Niewielka wytwórnia taniego jogurtu wybudowana przez firmę Danone. Przy produkcji pracuje jedynie osiem osób, ale dzięki najnowocześniejszej technologii wytwarzają 150 tys. porcji jogurtu dziennie. Sprzedawcy nie są pracownikami firmy, ale drobnymi przedsiębiorcami, którzy docierają bezpośrednio do domów klientów. Dzięki temu swoją działalność mogą podejmować bez żadnych inwestycji, jogurt jest bardzo tani i wiele osób zyskuje pracę. Celem misyjnym tej firmy jest likwidacje niedożywienia dzieci. Dwa kubki jogurtu tygodniowo wystarczają na zaspokojenie potrzeb dziecięcego organizmu w zakresie wszystkich mikroelementów. W planach jest powstanie dalszych dwudziestu tego typu wytwórni. Dziś pojemniki na jogurt są biodegradowalne, ale już prowadzone są prace nad pojemnikiem jadalnym. Człowiek biedny — mówi Yunus — nie powinien wydawać pieniędzy na coś, co później wyrzuci.

Postawiona przez firmę Adidas wytwórnia butów, które są sprzedawane w cenie 1€ za parę. Nad stworzeniem takiego obuwia laboratoria Adidasa pracowały przez dwa lata, znów, podobnie jak Danone, wykorzystując najnowocześniejsze technologie. Celem misyjnym tej firmy było doprowadzenie do sytuacji, w której ludzie ubodzy mogliby nosić obuwie na co dzień, a nie jedynie raz na rok w święto, jak było do tej pory.

Tanie telefony komórkowe dla najuboższych. Zaproponowanie tego produktu wymagało przełamania przekonania, że ludzie biedni nie potrzebują telefonu. Dziś jest to największy operator telefonii komórkowej w kraju. Wraz z aparatem każdy klient otrzymuje jedną kartkę z najważniejszymi numerami telefonów. Obok typowych numerów alarmowych, znajdują się na niej numery premiera i ministra spraw wewnętrznych, a także numery lokalnych posłów.

Firma produkująca tanie panele słoneczne dla gospodarstw domowych. Dziś produkcja wynosi 1000 paneli dziennie. Dzięki nim tradycyjne kuchnie są zastępowane kuchniami elektrycznymi, co — jak powiedział Yunus — ratuje życie wielu kobiet, które do tej pory często zapadały na nowotwory na skutek pracy przy dymiących tradycyjnych kuchniach.

Prof. Yunus tak określa siedem najważniejszych cech społecznego przedsiębiorstwa:

  1. Celem przedsiębiorstwa jest przezwyciężenie ubóstwa lub rozwiązanie innego ważnego problemu społecznego.
  2. Przedsiębiorstwo jest finansowo samowystarczalne.
  3. Przedsiębiorstwo nie wypłaca dywidendy inwestorom, a w przypadku wycofania się inwestora otrzymuje on jedynie zwrot sumy, jaką pierwotnie zainwestował (bez procentów i wyrównania inflacyjnego).
  4. Cały generowany przez przedsiębiorstwo zysk jest przeznaczany na jej rozwój.
  5. Przedsiębiorstwo dba o środowisko.
  6. Wynagrodzenie pracowników jest w wysokości obowiązującej na rynku pracy, ale warunki pracy są lepsze.
  7. Praca jest dla pracowników źródłem radości.

Na koniec słowo komentarza w sprawie zarzutów na temat rzekomych korupcyjnych praktyk Yunusa oraz bezlitosnego traktowania pożyczkobiorców przez jego bank. Jak podaje The Economist (http://www.economist.com/blogs/newsbook/2011/01/microfinance_under_attack) wysuwane przez norweską organizację pomocową zarzuty o malwersację nie znalazły potwierdzenia, natomiast źródłem pozostałych zarzutów są sfery polityczno-rządowe Bangladeszu zaniepokojone rosnącą popularnością Yunusa. Podejmowane są próby przejęcia przez państwo kontroli nad jego bankiem. Jako pisze BBC (http://www.bbc.co.uk/news/world-middle-east-12619580) podejmowane są próby usunięcia Yunusa z kierownictwa banku pod zarzutem przekroczenia przez niego wieku emerytalnego. 

Pozytywną opinię o działalności Yunusa potwierdził w rozmowie ze mną wysokiej rangi polski działacz Ashoki (http://www.ashoka.org), organizacji promującej ideę społecznej przedsiębiorczości (social entrepreneurship) bardzo bliską idei społecznego przedsiębiorstwa. No i wreszcie jakże pozytywnie wypowiedział się o Yunusie Komitet Noblowski. 

Więcej o działalności Muhammada Yunusa można przeczytać w jego książce „Przedsiębiorstwo społeczne — kapitalizm dla ludzi” wydanej przez wydawnictwo ConCordia Sp. z o.o Kontakt Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. i +48 664 468 421. Moja recenzja tej książki na stronie Muhammad Yunus, Przedsiębiorstwo społeczne — kapitalizm dla ludzi, ConCordia Sp. z o.o., Warszawa 2011

Więcej informacji na temat działalności Muhammada Yunusa:

Strona Yunus Centre
Relacje ze spotkań: www.yunus.pl

Opisy wybranych przedsiębiorstw społecznych:

Grameen Bank
Grameen Danone Foods
Grameen Veolia Water
Grameen Intel

BASF Grameen