Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

Jeremy Rifkin, Społeczeństwo zerowych kosztów krańcowych, Studio Emka 2016

Ocena użytkowników: 0 / 5

Star InactiveStar InactiveStar InactiveStar InactiveStar Inactive

Jeremy Rifkin kreśli wizję nowego społeczeństwa — nie takiego, które będzie, ale tego, które już dziś wypiera stare paradygmaty. A tworzy się ono za sprawą dwóch wielkich przemian: technologicznej i społecznej.

Zaraz na początku swojej książki Rifkin pisze tak (s. 28): Podczas gdy rynek kapitalistyczny oparty jest na egoizmie, a napędzany zyskiem materialnym, wspólnota społeczna motywowana jest interesem wspólnym, a zasilana głęboko zakorzenioną potrzebą nawiązywania więzi i dzielenia się z innymi. Jeżeli ten pierwszy promuje prawa własności, zasadę caveat emperor (łac. niech kupujący się strzeże) i poszukiwanie autonomii, ta druga wspiera innowacje z gatunku open source, transparentność i poszukiwanie wspólnoty.

Przemiana technologiczna pozwala na udostępnianie wielu do tej pory rzadkich dóbr dzięki idei współdzielenia. Najbardziej znanym i masowym zjawiskiem z tego obszaru jest powszechna dostępność w Internecie ogromnych bibliotek plików muzycznych, gdzie płacimy za możliwość wysłuchania utworu, a nie za jego posiadanie. To właśnie koszty związane z wysłuchaniem jednego utworu przez jedną osobę, są tymi kosztami krańcowymi, które szybko maleją wraz z liczbą słuchających.

Ale muzyka to nie jedyne współdzielone dobro. Dzielimy się mieszkaniami (na platformie Airbnb 5,5 miliona członków dzieli się mieszkaniami w 95 tys. miast i 207 krajach), samochodami oraz miejscami w samochodach, rowerami, zabawkami dla dzieci, a nawet damskimi torebkami i markowymi krawatami. Dzielimy się też wiedzą. Platforma Courser udostępnia za niewielką opłatą kursy z najwyższej akademickiej półki oferowane przez 97 uniwersytetów. Chorzy dzielą się i wspierają wiedzą medyczną i osobistymi doświadczeniami na temat swoich chorób.

To wszystko dzieje się dzięki Internetowi Komunikacyjnemu dziś jednej tylko z trzech składowych Internetu Przedmiotów. Pozostałe dwie, to:

  • Internet Energetyczny — łączący w jedną sieć ekologiczne elektrownie indywidualnych wytwórców prądu, co obniża nie tylko koszty energii, ale także poziom degradacji środowiska;
  • Internet Logistyczny — sterujący globalną siecią przesyłania kontenerów, co pozwala wielokrotnie zmniejszyć liczbę „pustych” przejazdów, a tym samym emisję spalin, zużywanie dróg, nadmiarową produkcję ciężarówek i nie tylko.

Z kolei Internet Energetyczny jest częścią zjawiska prosumenta, a więc konsumenta i producenta w jednej osobie. W tym dziele uczestniczy też technologia druku 3D pozwalająca na zamianę paradygmatu produkcji masowej na produkcję przez masy. Zaciera się granica podziału pomiędzy konsumentem i producentem, co bardzo poważnie obniża koszty dystrybucji, nadmiernej produkcji i utylizacji opakowań. Zmienia też stosunek ludzi do posiadania.

Powoli zaciera się też granica pomiędzy tworzącą zysk firmą a organizacją non profit. Z jednej strony powstają spółki pożytku publicznego (ang. benefit corporations), które obok celów biznesowych stawiają na równi cele społeczne. Takie korporacje uznawane są już jako odrębne formy prawne w 18 stanach USA, a jedną z nich jest wytwórnia odzieży sportowej Patagonia o rocznej sprzedaży 480 milionów USD (s. 291). Podobnie działają firmy społecznościowe (s.294), które tylko w USA zatrudniają ponad 10 milionów ludzi i mają roczne przychody rzędy 500 miliardów dolarów.

Z drugiej strony nadchodzi coraz szybciej rosnący sektor non profit, który wbrew pozorom ma całkiem już spory udział w światowym PKB. Choć nie działa dla zysku, tworzy produkty i usługi, a także daje pracę ludziom (s. 27):

Według badań przeprowadzonych wśród czterdziestu narodów (…) do niezyskownych wspólnot można przypisać 2,2 biliona dolarów wydatków operacyjnych. W ośmiu zbadanych państwach — Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Japonii, Francji, Belgii, Czechach i Nowej Zelandii — sektor non profit tworzył średnio 5 procent PKB. Jego udział w PKB tych państw (…) jest równy PKB przemysłu budowlanego i niemal równy PKB banków, firm ubezpieczeniowych i usług finansowych.

W 42 krajach badanych przez John Hopkins University sektor non profit zatrudnia łącznie 56 milionów pracowników. W Holandii jest to blisko 16 proc. osób otrzymujących pensje, w Belgii 13 proc., w Wielkiej Brytanii 11 proc., w USA 9 proc. a w Kanadzie 12 proc.

Jednocześnie coraz liczniejsze badania potwierdzają, że (s. 304): akumulacja bogactwa staje się kulą u nogi, a rozrzutna konsumpcja prowadzi do uzależnienia i coraz rzadszych i krótszych psychologicznych nagród. Posiadane rzeczy zaczynają same posiadać swego właściciela.

Zdaje się że te nowe prawdy coraz lepiej rozumieją pokolenia wchodzące dziś w wiek dojrzały, czyli tzw. millenialsi, których mniejsze zainteresowanie posiadaniem niż u pokoleń starszych jest opacznie interpretowane jako brak ambicji i zaangażowania. Tymczasem oni mówią (s.311): Pragniemy należeć, nie posiadać i pochłaniać. Przestaje więc być aktualne założenie ekonomii, że rzeczy, których najbardziej pragniemy są rzadkie, a nasze pragnienia nieograniczone. W rzeczywistości najbardziej pożądane przez nas rzeczy (…) — miłość, akceptacja i uznanie naszego człowieczeństwa — występują w nieograniczonej obfitości.

Ryfkin cytuje też badania (s. 309) wskazujące, że w porównaniu z innymi pokoleniami milenialsi sa generacją najmniej  uprzedzoną i najbardziej empatyczną w walce o prawa wcześniej zmarginalizowanych grup społecznych, w tym kobiet, ludzi o innym kolorze skóry, gejów i lesbijek oraz niepełnosprawnych. Są także mniej ksenofobiczni.

Rośnie więc młode pokolenie, z którego my starsi możemy brać przykład. I to jest bardzo dobra wiadomość.

Jacek Jakubowski, Działać i być, Grupa Trop, zeszyt 1/2015

Ocena użytkowników: 0 / 5

Star InactiveStar InactiveStar InactiveStar InactiveStar Inactive

Jacka Jakubowskiego (ksywka „Jac”) znam od roku 2008 i zawsze słucham z przyjemnością. Zresztą ostatnio znacznie więcej niż dawniej, bo od roku 2014 wspólnie prowadzimy szkolenia dla przedsiębiorców. Jac mówi dosadnie i barwnie i choć nieraz słucham — z racji wspólnych szkoleń — tych samych myśli kilkakrotnie, to jednak za każdym razem znajduję w nich dla siebie coś nowego. Teraz nareszcie, choć jedynie w części, zostały spisane i wydrukowane, można więc do nich wracać, robić notatki na marginesie i cytować w razie potrzeby. A słuchać Jaca nadal będę z przyjemnością, bo jedną rzeczą jest śledzić partyturę, a drugą — uczestniczyć w koncercie. Zresztą Jac-wykonawca ubarwia swoje teksty dosadnościami, na które Jac-filozof już się nie zdecydował.

Tytuł książki w oczywisty sposób nawiązuje do Frommowskiej dychotomii „mieć czy być”, jednakże u Jaca alternatywę zastąpiła koniunkcja. Bo aktywnie być, to działać, to oddziaływać na drugiego człowieka, a także czerpać z oddziaływania innych na nas. To też „być sobą”, co „można tylko w kontekście drugiego człowieka, który spotka się ze mną ‘bez masek’, ale też wobec którego ja potrafię zdobyć się na autentyczność, otwartość i uważność.”

„Działać i być” to rzecz o pozytywnym rozwijaniu i wykorzystywaniu swoich talentów, o uruchamianiu procesu grupowego w małych grupach społecznych, o tworzeniu przestrzeni edukacyjnej, w której ludzie „się uczą”, a nie „są uczeni”. To książka dla nauczycieli, trenerów biznesu, przedsiębiorców i wszystkich tych chcą być i skutecznie działać.

Jacek Santorski, Dobre życie, Jarosław Szulski @ Co Dom Wydawniczy; 2010

Ocena użytkowników: 0 / 5

Star InactiveStar InactiveStar InactiveStar InactiveStar Inactive

W miejsce typowej recenzji tej książki zamieszczam moją korespondencję z jej autorem.

Drogi Jacku,

Właśnie zakończyłem słuchanie Twojej znakomitej książki „Dobre życie” w wersji audio. Słuchałem jej wpierw w drodze samochodem z Puszczy Piskiej do Warszawy i z powrotem, a następnie podczas rowerowych podróży po tejże puszczy. Jak zwykle wyniosłem z Twojego przesłania wiele nowych myśli, a także okazje do przemyślenia raz jeszcze tego, co nie było mi już obce. Dziękuję Ci za „Dobre życie”, a w rewanżu przyjmij kilka moich (niekoniecznie poważnych) refleksji.

Temat wakacyjnych romansów przypomniał mi refren pewnego przedwojennego szlagieru, który w całości można wysłuchać na You Tube w znakomitym wykonaniu Hanny Banaszak:

Mam ochotę na chwileczkę zapomnienia,
Na miłosny czarujący Zwischenruf,
Który niczego nie narusza i nie zmienia,
Bez zobowiązań przysiąg wielkich słów…

Ja znam też inną w wersję dwóch ostatnich wierszy:

Który nic nie narusza i nie zmienia,
A po nim do rodzinki wracasz znów.

Gdy piszesz o treningu uważności zalecasz — zgodnie z regułą Zen, w którą też głęboko wierzę — zasadę „tu i teraz”. Jeżeli maszerujesz przez las, to nie ze słuchawkami na uszach, ale wsłuchując się w siebie. I tu zdałem sobie sprawę, że właśnie pedałuję na rowerze słuchając Twojej książki. Trochę zrobiło mi się głupio, ale pocieszyłem się konstatacją, że skoro Ty możesz słuchać w lesie Jacka Santorskiego, to dlaczego ja nie mógłbym robić tego samego.

Ponadto, na kursie szybkiego czytania dowiedziałem się, że nasz mózg „nudzi się”, gdy czytamy w tempie czytania na głos. Stąd często, gdy czytamy, to jednocześnie myślimy o czymś. I jedno drugiemu nie przeszkadza. Wiem, że to wbrew regułom Zen, ale to dla mnie bardzo efektywny sposób na czytanie (słuchanie) książek. Gdy tylko czytałem, miałem średnią 5-6 książek rocznie. Od kiedy zacząłem słuchać „przerabiam” 20-30 tytułów w tym samym czasie. A gdy mnie coś szczególnie zainteresuję, to później kupuję drukowaną wersję, aby łatwiej cytować ciekawe myśli. Twoją też kupię.

Słuchanie na rowerze wydłużyło też moje trasy z 20 km do 40 km. Bo ile można z sobą rozmawiać? Ale to oczywiście żart. Bardzo cenię zasadę „tu i teraz”, którą sam praktykowałem u mojego mistrza Raschi Daido Loro. Słucham więc w samochodzie i na rowerze. W pociągu już nie, bo tam można pracować. I tak dochodzimy do Twojej supozycji, że pierwszą klasą jeżdżą często/głównie snoby. No więc niech będzie, poddaję się, ale w pierwszej klasie pociągu mogę pracować znacznie bardziej efektywnie, niż w drugiej. Zwykle jest mniej ludzi i więcej z nich pracuje zamiast gadać. A i miejsce obok mojego bywa nierzadko wolne, więc mogą tam ulokować teczkę, która służy mi jako podręczny stolik.

W jednym z rozdziałów mówisz o teściowej żony. Otóż w zasadzie teściową ma tylko mąż, a żona ma świekrę. Ale kto dziś pamięta o świekrze?!

Gdzie indziej piszesz o stresie. Pierwsza książka, którą przeczytałem na ten temat to Managing Stress: The Challenge of Change, autorstwa Rogera Derek’a, profesora psychologii na uniwersytecie w York. Czyni on różnicę pomiędzy napięciem — który jego zdaniem jest naturalnym stanem obronnym — oraz stresem, który Derek określa jako stan uciążliwego powracania myślami do zdarzeń z przeszłości (np. śmierć drogiej osoby) lub z przyszłości (np. czekająca nas operacja). Ale wnioski i rady w sprawie walki ze stresem obaj formułujecie bardzo podobne.

Wielką zaletą Twojej audioksiążki jest Twój w niej głos. Niestety, gdy inicjatywę przejmuje lektor, przychodzi rozczarowanie. Ty mówisz, on czyta. Ty ważysz słowa i dajesz słuchaczowi czas na refleksję, od czyta tak szybko, że wielokrotnie miałem wrażenie, iż mój telefon przełączył się na szybszy tryb odtwarzania. Nieraz też przyłapałem się na uczuciu, że to, co czyta lektor, to już nie Twoje słowa. Czy myślałem kiedyś o tym, aby w całości nagrywać Twoje książki? Wiem, że to dużo pracy, ale z drugiej strony to tylko kilka do kilkunastu godzi.

A na sam koniec jedna uwaga językowa, której — mam nadzieję — nie weźmiesz mi za złe (czy powiedziałem to zgodnie z zasadami Gestalt?). Otóż Ty i Twój lektor — jak zresztą cała Polska — słowo „standard” wymawiacie z twardym „d” na końcu, podczas gdy prawidłowe jest użycie miękkiego dźwięku, a więc „t”. Piszemy „standard”, ale mówimy „standart”. To stanowisko wyraziła już dość dawno Rada Języka Polskiego.

Odpowiedź Jacka Santorskiego

Dziękuję Jacku, kilka lat za ten standarD oberwałem od Krzysztofa Zanussiego. Będę uważał. Kolejną książkę "Siła spokoju, którego nie ma", którą piszę z Jarkiem Szulskim — przeczytamy osobiście
j

Frederic Laloux, Pracować inaczej, Studio Emka 2015

Ocena użytkowników: 0 / 5

Star InactiveStar InactiveStar InactiveStar InactiveStar Inactive

Książka Frederica Laloux jest książką wybitną. To jedno z tych dzieł, które w sposób przełomowy zmieniają nasze widzenie świata i przewidywanie jego rozwoju. Dla mnie osobiście jest to jedna z najważniejszych książek na temat zarządzania — obok dzieł Edwardsa Deminga, Petera Druckera, Alphi Kohna i Marka Kosewskiego — jakie przeczytałem w ciągu ostatnich 25 lat.

Najogólniej rzecz ujmując autor zajmuje się paradygmatem zarządzania zespołem zarówno w kontekście organizacji gospodarczych jak i nienastawionych na zysk. Zaczyna od przeglądu stylów zarządczych, którym nadaje symboliczna kolory i wskazuje charakterystycznych reprezentantów. Pominąwszy dwa pierwsze z epoki prehistorycznej, są to:

  • impulsywna czerwień — gangi uliczne i mafie
  • konformistyczny bursztyn — tradycyjne armie i kościoły
  • osiągająca pomarańcz — globalne korporacje
  • pluralistyczna zieleń — ruchy spółdzielcze
  • ewolucyjny turkus — organizm wielokomórkowy

Pierwsze cztery są dobrze znane, choć sposób ich scharakteryzowania przez Laloux jest interesujący sam w sobie. Jednakże kwintesencją książki jest styl turkusowy, który — należy to podkreślić — nie jest marzeniem futurologa-idealisty, ale już istniejącą rzeczywistością. A na dodatek rzeczywistością, która lepiej radzi sobie w dzisiejszym świecie niż wszystkie pozostałe.

Organizacja turkusowa do zespół, w którym brak nie tylko hierarchii, ale nawet raz na zawsze ustalonych ról, choć istnieją różnice wykonywanych funkcji. Filozoficzne elementy turkusu wyrażają się przez następujące sentencje:

  • Tworzymy przestrzeń, aby słuchać mądrości płynącej z głębi nas samych.
  • Uczymy się zmniejszać naszą potrzebę kontrolowania ludzi i wydarzeń.
  • Zamieniamy osądy na współczucie i wdzięczność.
  • Nie ma błędów, są doświadczenia.
  • Służba ludzkości i światu.
  • Zamiast sięgać po sukces i korzyści, aby zapewnić sobie dobre życie, zabiegamy o dobre życie, a sukces i korzyści przychodzą wraz z nim.

W zieleni mamy hierarchię z upodmiotowionym dołem, empatycznego i partnerskiego lidera, który jest coachem i nauczycielem. W turkusie nie ma lidera. Jak mówi Laroux: "z perspektywy turkusu ja nie chcę być niczyim ojcem, nawet troskliwym i dyspozycyjnym'. Cytuje też Johna Naisbitta, który pisze: "Najbardziej ekscytujące przełomy dwudziestego pierwszego wieku wydarzą się nie z powodu technologii, lecz z powodu poszerzającej się koncepcji, co to znaczy być człowiekiem".

Laloux nie pozostawia też czytelnika bez przykładów turkusowych organizacji. Do swojego badania wybrał takie, które zatrudniają nie mniej niż 100 osób i istnieją co najmniej 5 lat. Nie znalazł ich wiele, są to jednak przykłady dające do myślenia przez swoje sukcesy zarówno w tworzeniu społeczności spełnionych ludzi, jak i niezwykle skutecznych zespołów zadaniowych. Te wszystkie przykłady po raz kolejny dowodzą, że w kategorii efektywności działania szczęśliwi ludzie niezmiennie wygrywają z obozem pracy przymusowej.

Wśród opisywanych organizacji jedynie połowa to organizacje komercyjne. Wśród tych ostatnich znalazła się opisywana już wcześniej w Harvard Business Review amerykańska przetwórnia pomidorów Morning Star. To nie tylko największa na świecie firma w swojej branży, ale też firma mająca od 20 lat dwucyfrowy wzrost roczny przy wzroście rynku na poziomie 1 proc. Jej pracownicy mówią o sobie:

Jesteśmy firmą, w której nikt nikomu nie wydaje poleceń. Nie mamy szefów, gdyż wszyscy jesteśmy szefami. Wszyscy mają to samo stanowisko — pracownik.

Struktura organizacyjna firmy to struktura procesowa zbudowana na relacji dostawca-klient. Każdy pracownik ma wewnętrznych lub zewnętrznych dostawców i klientów. Od klientów otrzymuje zamówienia oraz oczekiwania jakościowe i takież składa swoim dostawcom. Nie ma stanowisk, ale są funkcje. Te ostatnie mogą być jednak zmieniane, gdy pracownicy zdobywają nowe umiejętności lub po prostu pragną odmiany.

Zmiana funkcji, a także liczba godzin pracy jest ustalana przez pracownika z wszystkimi jego wewnętrznymi kontrahentami. Jedynym ograniczeniem jest niezakłócone działanie firmy. Wynagrodzenia są ustalane w zależności od kompetencji przez zespoły płacowe. Kandydaci do pracy odbywają rozmowy kwalifikacyjne z wszystkimi swoimi przyszłymi dostawcami i klientami. I wszyscy muszą wyrazić zgodę na zatrudnienia kandydata. Nie ma centralnych budżetów, są jedynie prognozy finansowe. Dziwne? A jednak nie tylko prawdziwe, ale też i wyjątkowo skuteczne.

Zobacz moją videorecencję książki

Wysłuchaj mojego wywiadu na temat modelu turkusowego

Zobacz wykład Frederica Laloux

Łukasz Andrzejewski, Polityka nowo-tworowa, pamiętnik praktyczno-teoretyczny, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012

Ocena użytkowników: 0 / 5

Star InactiveStar InactiveStar InactiveStar InactiveStar Inactive

Autor książki jest młodym filozofem, który w wieku 23 lat zachorował na nowotwór. Jak sam pisze o swojej książce, nie jest ona pamiętnikiem walki z chorobą. To raczej filozoficzny esej na temat społecznych i emocjonalnych uwarunkowań osoby chorej. O tym jak bardzo człowiek chory na raka może czuć się samotnym, zarówno w czasie szpitalnego leczenia, jak i poza nim. Samotny emocjonalnie, bo lekarze na rozmowy nie mają zbyt dużo czasu, a bliscy nie zawsze potrafią o chorobie rozmawiać. Tymczasem (s. 37): „Emocje w chorobie nowotworowej to sprawa nie tylko dla uzupełniającej opieki psychoonkologicznej, lecz jeden z głównych elementów samego procesu leczenia”.

Ale jest też i samotność informacyjna (s.29): „Dominującym doświadczeniem pierwszych tygodni, oprócz strachu, jest brak wyczerpujących informacji”. Tę, sami chorzy wspomagani przez specjalistów dobrej woli starają się wypełniać tworząc fora społecznościowe. jak np. Forum Onkologiczne.

Postawa, z którą chorzy onkologicznie spotykają się najczęściej, jest współczucie, jednakże (s. 45): „Współczucie jest postawą bezpieczną, bo stanowi alibi dla braku realnych działań”.

Książka Łukasza Andrzejewskiego jest ważnym apelem o zauważenie przez społeczeństwo i państwo społeczności chorych onkologicznie, którzy potrzebują wielorakich form wsparcia oraz zrozumienia i to nie tylko w obszarze medycznym. Być może jakiejś odpowiedzią na te oczekiwania udzieli niedawno powstała Polska Liga Walki z Rakiem.

Strona 1 z 3