Logogram strony

Myśliciel A.Rodin

Rozmiar tekstu

Jubileusz 130-lecia Domu Towarowego Bracia Jabłkowscy i 100-lecia budynku przy ul. Brackiej 25

Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy to wielopokoleniowa firma rodzinna. Wśród polskich firm rodzinnych jedna z półtora miliona, ale wśród firm ponad stuletnich, to już jedna z bardzo niewielu. I to nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy to też firma o niezwykle wyrazistym i pięknym wizerunku. Ten właśnie fakt ośmiela mnie do podzielenia się z zebranymi tu przyjaciółmi zacnej firmy i rodziny refleksjami na temat szczególnej roli, jaką wizerunek i honor rodziny odgrywają w rodzinnych przedsiębiorstwach.

Od zarania dziejów wizerunek firmy to jedna z najważniejszych jej wartości. Szczególnie dobrze rozumieją to firmy, które przeszły przez pożogę wojny lub niewolę komunizmu. Gdy materialna substancja firmy ulega unicestwieniu lub gdy zabiera ją zaborca, to właśnie wizerunek pozwala po latach pozwala odbudować firmę od nowa. Najważniejsza rada, którą przekazał mi mój ojciec brzmiała: nigdy nie możesz poświęcić renomy firmy (dziś powiedzielibyśmy „wizerunku”) dla zysku. Dzięki tej zasadzie udało mu się odbudować firmę po II Wojnie Światowej, gdy jedyny nasz majątek stanowiły odnalezione w piwnicy pod gruzami cukierni dwie beczki ciasta piernikowego i dwie marmolady.

Trzeba też pamiętać, że wizerunek firmy, to jej obraz nie tylko w oczach klientów, ale też w oczach pracowników, kontrahentów i szeroko rozumianego społeczeństwa. Wizerunek firmy to poziom zaufania, jakim obdarzają firmę wszystkie związane z nią grupy interesariuszy. Przekłada się on z jednej strony — jak to wyraża prof. Janusz Czapiński — na niższe koszty transakcyjne w operacyjnej działalności firmy, a z drugiej na jakże ważne poczucie dumy jej pracowników.

Wizerunek w firmie rodzinnej wiąże się też z honorem rodziny, a honor rodziny staje się tego wizerunku gwarantem. Jest to szczególnie widoczne, gdy w nazwie firmy pojawia się nazwisko rodowe właścicieli. Klienci takiej firmy mają więcej pewności, że nie stoi przed nimi bezosobowa organizacja, ale grupa konkretnych ludzi gwarantujących własnym honorem rzetelność działań firmy.

Dziś firmy rodzinne na całym świecie przeżywają swój renesans. Dzieje się tak, bo świat dostrzegł, że to one stanowią podstawę gospodarki. A stanowią ją nie tylko dlatego, że generują dużą część dochodu narodowego i jeszcze większą miejsc pracy, ale przede wszystkim dlatego, że są oparte na wartościach etycznych — uczciwość i rzetelność wobec klienta, pracownika, kontrahenta, społeczeństwa i państwa.

Ostatni światowy kryzys finansowy był kryzysem tych właśnie wartości, kryzysem wywołanym przez niepohamowaną chciwość i brak zasad moralnych. U jego podstaw legło też przekonanie, że można się bezkarnie i bez miary zadłużać. Tak właśnie myślą niektóre zarządy bezosobowych spółek i rządy większości państw. Dzieje się tak, bo kadencje jednych i drugich trwają po kilka lat. W firmie rodzinnej kadencja zarządu trwa okres życia jednego pokolenia, a więc 20 – 30 lat, a głównym celem zarządu nie jest maksymalizacja zysku w krótkim okresie czasu, ale stabilne trwanie firmy na rynku. Bo firma rodzinna dziś daje pracę nam, a jutro ma ją dać naszym dzieciom.

Firmy rodzinne mają też swoje wyzwania, a najpoważniejszym z nich jest sprawa sukcesji, czyli przekazania firmy w ręce kolejnego pokolenia. Niestety, jak pokazują badania, w Unii Europejskiej niewiele ponad 30% firm rodzinnych ma gotowy plan sukcesyjny, a w Polsce jedynie 6,5% studiującej młodzieży z firm rodzinnych zamierza przejąć schedę po rodzicach. Ta sytuacja każe przypuszczać, że coraz więcej firm rodzinnych będzie zarządzanych przez zewnętrznych menedżerów. Osobiście nie jestem przeciwny takiej praktyce ? sam zatrudniałem wielu wspaniałych dyrektorów i kierowników. Jednakże w ciągu ostatnich lat obserwuję niejeden przykład, kiedy arogancja menedżerów wobec wartości firmy rodzinnej powoduje pogrążenie ich samych i upadek firmy. Kto bowiem podejmuje się zarządzać firmą rodzinną musi wiedzieć i pamiętać, że spotka w niej trzy poziomy wartości, których nie można bezkarnie naruszać.

Pierwszy poziom, to wartości biznesowe. W typowej korporacji, a szczególnie w korporacjach giełdowych, takimi wartościami są zysk i wzrost. I to najczęściej w krótkim okresie 2 – 3 lat, bo tyle trwa kadencja zarządu, który musi zarobić za swoje bonusy. W firmie rodzinnej, gdzie kadencja zarządu trwa jedno pokolenie, a więc 20 – 30 lat, najważniejszą wartością jest stabilne trwanie firmy na rynku przez ten właśnie okres. Bo każde pokolenie prowadzi firmę przede wszystkim po to, by przekazać ją swoim dzieciom, jeżeli nie w formule zarządczej, to przynajmniej we właścicielskiej. Dla rodzinnego zarządu bonusem jest firmowa emerytura i miejsce pracy dla dzieci. Właściciele firmy rodzinnej nie chcą szybkich zysków za wszelką cenę, a już na pewno nie za cenę istnienia firmy. Oczywiście zysk w firmach rodzinnych, choć nie musi być celem, nie przestaje być koniecznością. Zysk jest dla firmy jak pożywienie dla człowieka — aby żyć, trzeba jeść. Jednak kto żyje po to, aby jeść, żyje krócej. Z firmami jest podobnie.

Rodzinni właściciele wyznają też jedną z zasad Henry Forda, który napisał: Wytwórczość nie polega na kupowaniu tanio i sprzedawaniu drogo. Jest to proces kupowania materiałów za godziwą cenę, a następnie przetwarzania ich — przy możliwie najniższych kosztach — na produkty oferowane konsumentowi. Hazard, spekulacja i cwaniactwo prowadzą jedynie do unicestwienia takich działań. Podobne poglądy głosił również przyjaciel mojego ojca Jan Wedel syn Emila założyciela firmy.

Drugi poziom, to wartości kulturowe. Wiele firm rodzinnych, co szczególnie widać w firmach wielopokoleniowych, jest przywiązanych do swojego kulturowego wizerunku. Mogą go zmieniać w określonych granicach, dostosowywać do wymagań epoki, nie są jednak gotowe przemalować  marki na buro-żółto w zielone koguty, żeby było „wesoło i prosprzedażowo” (słyszałem takie właśnie argumenty). Zresztą klienci przemalowywanych firm też najczęściej nie akceptują tego procederu i po prostu odchodzą, a firma umiera.

Trzeci i najważniejszy poziom to wartości godnościowe. Tu zewnętrzy menedżer nie powinien oczekiwać żadnych kompromisów, gdyż honor firmy, to honor rodziny. Oczywiście w firmach rodzinnych (jak i w rodzinach) też może być różnie, jednakże w ogromnej ich większości — a z pewnością wśród tych, z którymi spotykam się w ostatnich latach — nie ma zgody na nieuczciwe działania wobec klienta, pracownika i kontrahenta, czy też wobec państwa i społeczeństwa. Nawet zagrożona upadkiem firma rodzinna często nie decyduje się na rezygnację z wartości. Mówiąc nieco patetycznie — woli śmierć od hańby.

Zresztą tę śmierć przynosi często właśnie hańba. Jak pokazały badania przeprowadzone niedawno przez Szkołę Główną Handlową w Warszawie, bankructwa silnie korelują z dysfunkcją wartości. W tym miejscu warto przypomnieć słowa Winstona Churchila wygłoszone w 1938 roku w Brytyjskim Parlamencie, a odnoszące się do polityki Ententy wobec hitlerowskich Niemiec: Wybrali hańbę, aby uniknąć wojny. W rezultacie mieli i hańbę i wojnę.

Z historii gospodarczej naszego kraju wiele kart zostało wydartych przez opresje kolejnych zaborców. Wiele firm zniszczonych i zapomnianych. Każda więc odzyskana firma rodzinna to perła naszego dziedzictwa narodowego. Taką jest właśnie Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy. Żyjcie długo i szczęśliwie.

Pożegnanie Janusza Kochanowskiego

Janusz Kochanowski zginął 10 kwietnia 2010 roku
w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiej.
Msza żałobna została odprawiona
w warszawskim Kościele Wizytek
19 kwietnia 2010

Ius et Lex — prawo naturalne i stanowione — tym wartościom i tym instytucjom byłeś Januszu wierny do końca Twoich dni. Te wartości niosłeś przez życie, by budować państwo prawa i społeczeństwo obywatelskie. Dla szerzenia tych wartości powołałeś w roku 2000 fundację pod tym właśnie imieniem.

Gdy spotkaliśmy się po raz ostatni w dniu 25 marca tego roku, podarowałeś mi owoc Twojego ostatniego projektu „Codziennik Prawny.pl — Wszystko co każdy o prawie wiedzieć powinien”. Rozmawialiśmy o tej idei prawie rok temu. „Codziennik” to kompendium praktycznej wiedzy o prawie, które każdy obywatel otrzymywałby od Rzecznika w dniu osiągnięcia pełnoletniości i odbierał wraz z dowodem osobistym. I oto leży dziś przede mną, a w nim takie pochodzące od Ciebie słowa:

Wbrew wrażeniu, jakie bardzo często odnosimy, spowodowanemu przez złożoność systemu prawnego, a także przez niejasność przepisów prawnych, prawo nie jest i nie powinno być wyłącznie domeną prawników, ich własnym imperium. W państwie demokratycznym prawo powstaje, przynajmniej w założeniu, z woli obywateli i dla obywateli. (…) Jako Rzecznik Praw Obywatelskich stoję ma straży praw i wolności, jakie gwarantuje obywatelom nasza Konstytucja oraz cały system prawny. I wiem z doświadczenia mojego i kierowanego przeze mnie urzędu, że brak znajomości prawa zmienia naszą wolność w fikcję i niewolę.

Poznaliśmy się blisko dwadzieścia lat temu. Jako członek założyciel Warszawskiego Klubu Rotariańskiego zaprosiłeś mnie do tego grona. Do grona ludzi, którzy na swoim sztandarze napisali: „Service above selve” — „Służba innym ponad korzyść własną”. I choć ostanie lata spędziliśmy obaj poza klubem, całym swoim życiem realizowałeś tę piękną maksymę.

W czasie naszego ostatniego spotkania rozmawialiśmy też o inicjatywie „Partnerstwo Wschodnie”, w którą byłeś zaangażowany — osobiście  sercem i jako Rzecznik — urzędem. W dokumencie „Priorytety Działania Rzecznika Praw Obywatelskich na rok 2009” znalazł się taki zapis:

Sztandarową ideą Rzecznika Praw Obywatelskich jest autorski program Współpracy Ombudsmanów Państw Partnerstwa Wschodniego na rzecz poszanowania praw człowieka w państwach Europy Wschodniej mających w perspektywie akcesję do Unii Europejskiej. Program ten zadebiutował w 2009 r. uzyskując szerokie uznanie na arenie międzynarodowej. Obecnie realizowany jest we współpracy z Mediatorem Republiki Francuskiej, a jego uczestnikami są ombudsmani Armenii, Azerbejdżanu, Gruzji, Mołdawii i Ukrainy oraz  przedstawiciel Białorusi.

Planowałeś, by po zakończeniu Twojej kadencji na urzędzie Rzecznika, poświęcać się tej idei nadal. Tak właśnie rozumiałeś nieustającą służbę innym.

Tę służbę realizowałeś też w ramach Ruchu przeciw Bezradności Społecznej przyjmując patronat honorowy XXI Międzynarodowego Dnia Walki z ubóstwem w roku 2008 i wydając „Księgę Ubogich” a.d. 2009.

Wiele dobrego i ważnego zrobiłeś w swoim życiu, Drogi Januszu, nie moją jest jednak rolą ogarnięcie całej Twojej bogatej działalności. Zrobią to z pewnością bardziej kompetentni w tej mierze. Więc jeszcze tylko jedno osobiste wspomnienie: nasz wspólna podróż w roku 2006 do mazurskiej wsi Karwica i nasza piesza wędrówka nad brzegiem Jeziora Nidzkiego. To wtedy właśnie narodziła się idea Zespołu ds. Funduszy Unijnych przy Twoim urzędzie i to tam właśnie powierzyłeś mi misję stworzenia zespołu.

Dziś żegnam Ciebie w gronie bliskich Ci ludzi, i wraz z nimi powtarzam — za wcześnie Januszu, za wcześnie. Tyle jeszcze zostało do zrobienia. Przecież sam mi o tym mówiłeś .

Jubileusz 140-lecia firmy

Kościół pod wezwaniem Św. Stanisława Kostki na Żoliborzu
msza z koncertem w wykonaniu
Wandy Warskiej, Anny-Marii Jopek, Stanisława Sojki

oraz chóru zespołu pieśni i tańca "Mazowsze"
10 września 2009

W Cytadeli Warszawskiej 5 marca 1863 roku było 90 aresztantów politycznych. Przybyło 7: winiarz — Rozmanit, administrator domu — Nejtang, ziemianin — Wodziński, cukiernik — Blikle, murarz — Meszko, cieśla — Grancow i czeladnik — Otrembus. (…) W teatrze dano cztery przedstawienia.

Wielebny Księże Biskupie, Wielebni Księża,
Pani Poseł, Panie Senatorze,
Panie Rzeczniku Praw Obywatelskich,
Panowie Ambasadorowie, Panie Ministrze,
Panie i Panowie Burmistrzowie,
Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele

Słowa, które właśnie przytoczyłem, pochodzą z cotygodniowego raportu do cara Aleksandra II pisanego przez jego wysokiego urzędnika, senatora i głównego cenzora w Królestwie Polskim — Mikołaja Pawliszczewa. Jego raporty wpierw przechowywane w archiwach Ochrany, a później w KGB, zostały odkryte przez ś.p. pułkownika Apoloniusza Zawilskiego i opublikowane w książce „Tygodnie polskiego buntu”. Jak wynika z dalszych zapisów dotyczących Antoniego  Kazimierza Bliklego I założyciela firmy — bo o nim tu mowa — został on zatrzymany w Cytedeli jako podejrzany o „dostarczanie broni buntownikom” — żołnierzom Powstania Styczniowego.

Słowa te mają szczególne znaczenie w świątyni związanej z imieniem księdza Jerzego Popiełuszki. Znamienne jest też, że dotyczą one Polaka w pierwszym pokoleniu, którego dziad był Niemcem, a ojciec Szwajcarem. Później mój ojciec Jerzy Blikle III dał dowód patriotyzmu zgłaszając się jako ochotnik do polskiej armii walczącej na wschodzie w roku 1939. Właśnie jako ochotnik, bo choć był porucznikiem artylerii lekkiej, gdyż został zwolniony ze służby wojskowej po przebytej malarii.

Przytaczam te fakty nie dla próżnej chwały, ale by skonstatować, że przez sto ze 140 lat istnienia naszej firmy kraj znajdował się w zniewoleniu. Nie było to jednak nigdy zniewolenie ducha. Jak rzadko przedtem i później kwitły w Polsce cnoty obywatelskie: umiłowanie ojczyzny i wypływająca z niego gotowość do poświęceń pro publiko bono czy to czynem zbrojnym, czy też pozytywistycznym działaniem.

Dziś czyn zbrojny, tu na polskiej ziemi, nie jest już konieczny. Są jednak nadal potrzebne cnoty obywatelskie, nadal potrzebna jest praca u podstaw. Z myślą o tych wartościach określiliśmy u progu  epoki III Rzeczpospolitej misję naszej firmy, która brzmi:

dobry produkt, życzliwość ludziom, społeczna użyteczność

Uważamy, że rolą każdej obywatelsko myślącej firmy jest tworzenie społecznych pożytków, a w tym budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Tę zasadę realizuje już piąte pokolenie firmy — Małgosia i Łukasz — a Bóg da poniesie i szóste — Antoni.

Antoni Blikle I był współzałożycielem Cechu Cukierników, a później jego syn Antoni Blikle II i wnuk Jerzy Blikle III zasiadali we władzach zgromadzenia. Mnie też przypadło w udziale tworzenie kilku stowarzyszeń, z których najmłodszym jest Inicjatywa Firm Rodzinnych. Łukasz Blikle V jest dziś w czwartej kadencji prezesem stowarzyszenia „Nowy Świat” zrzeszającego kupców i przedsiębiorców warszawskiej ulicy o tym właśnie imieniu.

Oczywiście budowanie społeczeństwa obywatelskiego to nie tylko stowarzyszenia. To też praca dla tej małej ojczyzny, która nazywa się „Firma”. Tam przecież spędzamy większość naszego życia. Tam może być nam dobrze, ale może też być źle. Jeżeli liderzy zapominają o tej prawdzie, ludzie odchodzą od nich i firma umiera. Nie bez powodu średni wiek życia firmy na świecie wynosi dziś jedynie 30 lat. Jak powiedział Jack Welch: „Zanim zostaniesz liderem, twój sukces zależy od twojego własnego rozwoju. Jak już zostaniesz liderem, twój sukces zależy od rozwoju innych.” W tym miejscu chciałbym też zacytować profesora Wojciecha Gasparskiego, który powiedział „Ta firma jest dobra, która tworzy dobrego pracownika”.

Powiedzą w tym miejscu niektórzy, to wszystko bardzo piękne, ale to przecież zysk, a nie jakieś abstrakcyjne wartości, jest głównym celem istnienia każdej firmy. Otóż nie, nie zgadzam się. Zysk jest oczywiście koniecznością, bez której firma umiera, tak jak organizm bez pożywienia. Ale konieczność nie musi być celem. Kto nie je — umiera. Ale kto żyje, aby jeść, ten ma życie krótkie i ubogie. Z firmami jest podobnie. Ostatni rok dał aż nadto wiele dowodów tej prawdy.

Spotykamy się też często z poglądem, że etyka w biznesie to bardzo piękna zasada, ale całkowicie niepraktyczna. To też nieprawda. Już Immanuel Kant pisał, że etyka jest wiedzą praktyczną. Jeżeli nie żyjemy z dnia na dzień, jeżeli niesiemy dzieło pokoleń przeszłych, z myślą o pokoleniach przyszłych, wtedy etyka jest nie tylko praktyczna, ale jest koniecznym warunkiem przetrwania. Jest receptą na sukces i na osobiste szczęście. Któż bowiem jest człowiekiem szczęśliwym, jak nie ten, kto ma poczucie, że nie krzywdzi innych.

Psychologia społeczna wyróżnia dwa rodzaje szczęścia: szczęście hedonistyczne i te, które Sokrates nazywał je eudajmonistycznym, a współcześni nazywają gratyfikacyjnym. To pierwsze bierze się z osiągania korzyści — dobre wino, ładny dom, nowy samochód. Nie jest to szczęście złe, każdy na nie zasługuje, tyle że trwa krótko. Trwa do chwili, kiedy potrzeba korzyści zostaje zaspokojona i następuje uczucie sytości. Jak długo cieszymy się wykwintnym posiłkiem? Godzinę, dwie, trzy? A nowym samochodem? Dwa tygodnie? Miesiąc?

Drugi rodzaj szczęścia bierze się z realizowania wartości. Wartości takich jak odwaga, patriotyzm, rzetelność, solidarność, sprawiedliwość, tolerancja. Współczesna psychologia społeczna uczy nas, że potrzeba wartości nigdy nie ulega nasyceniu, ani też nigdy nie przemija radość z jej osiągania. Ten rodzaj szczęścia jest więc trwały i nieprzemijający. To jest właśnie ta gratyfikacja za dobro, które czynimy.

Moje dzisiejsze przesłanie chciałbym potraktować jako duchowy testament, który — wobec wszystkich tu zebranych — przekazuję piątemu i szóstemu pokoleniu firmy — Małgosi, Łukaszowi i Antoniemu. Dedykuję im też myśl Seneki, którą moja mama Aniela Bliklowa — zanim odeszła na zawsze — pozostawiła w małej kopertce z napisem „Łukasz w dniu ślubu”. Myśl wybitą na złotym dukacie Rządu Powstania Listopadowego:

Zgodą wzrastają małe rzeczy, niezgodą największe upadają

Na koniec chciałbym przekazać z serca płynące podziękowania tym wszystkim, dzięki którym firma osiągnęła wiek 140 lat. Mojej rodzinie najbliższej i dalszej, moim wspólnikom, pracownikom, kooperantom, Warszawiakom — bo przecież bez nich nie byłoby firmy, wszystkim Polakom i wreszcie naszym licznym przyjaciołom spoza Polski, których kilkoro jest tu dziś razem nami. Wszystkim Wam mówię: Bóg zapłać.

Jubileusz Tadeusza Mazowieckiego

Jubileusz premiera Tadeusza Mazowieckiego
Restauracja Klubu Dziennikarzy na Foksal
2009

Szanowni Panowie Prezydenci,
Szanowny Panie Premierze,
Szanowny i Drogi Panie Premierze Jubilacie,

Blisko 100 lat temu do cukierni na Nowym Świecie wszedł młody, przystojny i bardzo wysoki kapitan armii francuskiej — Charles de’Gaulle. Zamówił kawę z rogalikiem i był mile zaskoczony faktem, że właścicielka cukierni Julia Blikle z domu Bocquet — moja babka — rozmawiała z nim płynną francuszczyzną. Jej rodzina pochodziła z Bordeau i zajmowała się sprzedażą win.

Kapitan de Gaulle — wówczas członek francuskiej misji wojskowej przybyłej w czasie wojny polsko-bolszewickiej — bywał częstym gościem w cukierni na Nowym Świecie. Gdy później przyjechał już jako prezydent Republiki Francuskiej w roku 1967 — pierwsza zachodnia głowa państwa, która odwiedziła PRL — od moi rodzice zostali zaproszeni na przyjęcie wydane przez generała w Pałacu Wilanowskim. Ojciec przygotował i przywiózł specjalny tort, który później został nazwany „tortem generalskim”. Był z tym pewien kłopot w czasie stanu wojennego, kiedy trzeba było tłumaczyć o jakiego generała chodzi.

W roku 1989 wysłaliśmy taki tort na jedno z pierwszych posiedzeń rządu pana premiera Tadeusza Mazowieckiego. Dziś pragnę prosić Pana Premiera o ponowne przyjęcie tortu generalskiego choć w nieco zmienionej wersji. Proszę też przyjąć nasze najlepsze życzenia, a także podziękowania za wszystko co Pan dla nas Polaków uczynił.

Wernisaż książki "Obraz podwójny"

Wernisaż książki "Obraz podwójny — Polska - Niemcy 1939-2009" wydanej przez Fundację Laetitia z okazji siedemdziesiątej rocznicy wybuchu II Wojny Światowej. Przedmiotem książki są stosunki polsko-niemieckie w perspektywie historycznej i obecnie. Dwa najobszerniejsze rozdziały zostały poświęcone dwóm rodzinom: polskiej rodzinie Blikle i niemieckiej rodzinie Rethmann, których seniorzy Andrzej i Norbert obaj urodzili się w roku 1939.

Liebe Damen und Herren,
Szanowni Państwo,

Wrzesień tego roku to czas symboliczny — czas w którym wspominając największy dramat XX wieku Polacy i Niemcy wyciągają do siebie ręce w duchu pojednania. Wyciągają te ręce jako obywatele wspólnej zjednoczonej Europy. Zrządzeniem losu, o którym pewnie nikt z nas tu obecnych nie śmiał marzyć jeszcze trzydzieści lat temu, nasze narody nie dzieli już granica nienawiści i lęku. Mamy wspólny gwiaździsty sztandar, wspólny hymn i wspólne cele pokojowego budowania naszych ojczyzn. Wspierania się w tym dziele.

Parę dni temu odbyło się na Westerplatte znamienne spotkanie na szczycie. Dziś tu, z naszym udziałem, odbywa się spotkanie w dolinie. A doliny są ważne, bo to w nich, a nie na szczytach piecze się chleb, dojrzewają winnice, dzieci idą do szkoły, a poeci piszą wiersze. Jestem więc dumny i radosny, że w imieniu mojej trzypokoleniowej rodziny i pięciopokoleniowej firmy mogę dziś powiedzieć naszym niemieckim przyjaciołom

„Herzlich willkommen in Warschau!  Bedenkt bitte – Sie haben hier Freunde!“
„Witamy was w Warszawie. Pamiętajcie, że macie tu przyjaciół.”

Dziad mojego pradziada, Andreas Bliklin (później Blikle), pierwszy Blikle, który przyjechał do Polski, urodził się w Rawensburg w Wirtembergii w roku 1779. Jego ojciec był farbiarzem, on sam — krawcem teatralnym. W wieku dojrzałym wyjechał do Szwajcarii, kantonu Graubünden, tam poślubił Annę Marię Tobler, z którą miał dwóch synów — Bartłomieja i Fryderyka. Później Fryderyk był ojcem Antoniego Kazimierza Bliklego Założyciela firmy, który w roku 1869 powiesił na Nowym Świecie szyld „A.Blikle”.

Na południu Niemiec do dziś żyje wielu Bliklów, Blicklów i Bliklinów. Jak dowiedziałem się od historyka pochodzącego z tamtych okolic, dra Stettnera, w mieście Ebingen „Blicklowie należeli do najstarszych, a także najbardziej szanownych rodzin. Są udokumentowani od roku 1411. Jeden z nich Konrad Blicklin żyjący w latach 1465-1533 był jednym z najstarszych prawników Universytetu w Tübingen.

Dziś Norbert Rethmann gra Chopina, a Andrzej Blikle — który niestety grać nie umie — najchętniej odpoczywa przy fletowych sonatach Jana Sebastiana Bacha. Niech mi więc będzie wolno zakończyć te słowa skierowane do przyjaciół Niemców fragmentem wiersza wspólnego już dziś europejskiego poety:

Freude, schöner Götterfunken,
Tochter aus Elysium,
wir betreten feuertrunken,
Himmlische, dein Heiligtum!   

O radości iskro bogów
kwiecie elizejskich pól,
święta, na twym świętym progu
staje nasz natchniony chór

Strona 1 z 2